Dwa spojrzenia
Zawsze zaczyna się od szczęścia. Nawet jeśli nie, to ono w końcu się pojawia. Myślisz sobie "Jest zajebiście" i się do niego przyzwyczajasz, żyjesz nim, w końcu nie potrafisz wyobrazić sobie życia bez niego.
To część ciebie, jedna z tych nieodłącznych. Jest idealnie, a ty czujesz się bogiem.
Potem
zaczynają się problemy. Z kimś się pokłócisz, coś się zjebie, ale mimo
wszystko zostaną te rzeczy, które były najważniejsze, a ty będziesz się
ich łapał. Zaczniesz trochę świrować, wmawiać sobie "Jest tak jak
dawniej", bo przecież trzeba żyć dalej.
Później
nadchodzi jedno, wielkie gówno. To, co kiedyś było wszystkim stało się
niczym. Nikt cię nie rozumie, a jednym na co możesz liczyć jest "Będzie
dobrze, zobaczysz". Tylko, że to tak nie działa. Zanim znów pozbierasz
klocki, żeby ułożyć z nich szczęście, ktoś je kopnie, mówiąc "Ups,
sorki, to było niechcący" z wrednym uśmieszkiem na ryju.
Więc
po co to wszystko? Nie mam pojęcia. Chyba po to istniejemy, żeby się
dowiedzieć. Dążymy do ponownego zebrania szczęścia. Ci, którzy gubią
swoją dociekliwość i zaciekłość, kończą jako wiszące lalki, krwawe
plamy, czy białe topielce. Bo po co im kontynuować tą serię katastrof?
Kiedy
zostałam porwana, prawie dołączyłam do grupy Odważnych, którzy po
prostu zakończyli swoją egzystencję. Bo tylko Odważni są w stanie to
zrobić. Ja nie potrafiłam. To było jak chwycenie gumki i wymazanie
ulubionego rysunku, żeby zrobić miejsce dla nowego.
Zastanawiam się, czy odbicie mnie było jednym z klocków. W końcu zaraz po tym umarłam.
Wcale, że nie...
Jak to nie, pamiętam przecież...
Odbili mnie, ale żywą...
Kłamiesz!
Nie!
Pomyślmy logicznie... Był tam Kakashi...
Kim jest Kakashi?
Ty nie jesteś mną...
Jak to możliwe?
Boję się.
Powiedz mi swoje imię.
Hej..
Hej?
Jesteś tu?
Nie zostawiaj mnie...
...Samej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz