środa, 1 czerwca 2016

Pierwszy

Arahja


"Zwiąż mnie teraz
Bo jestem tak zły, najgorszy jaki może być
Porażko, odnajdź mnie
Powieś mnie teraz
Za kark, bo jestem losem gorszym od śmierci"
                                                             -Get Scared, Sasrcasm 


      Po raz ostatni zaciągnęła się papierosem, po czym rzuciła go na ziemię i przydeptała butem. Noc była wyjątkowo spokojna. Z balkonu, na którym stała widać było samochody przemierzające Tokio mimo późnej godziny. Nawet, gdyby się zatrzymały nie potrafiłaby ich policzyć, a była to jedna z najrzadziej uczęszczanych ulic miasta. W Tokio nie było może slumsów, ale w tej okolicy ilość morderstw, kradzieży, gwałtów, czy nielegalnych wyścigów była podejrzanie wysoka, a milczenie policji podejrzanie tanie.
     Odgarnęła swoje czarne włosy z twarzy, po czym ruszyła w stronę tylnego wyjścia, prowadzącego do klubu. Kiedy je otworzyła, w miarę spokojny taras zalała głośna muzyka. Powoli zeszła po schodach niewielkiej klatki schodowej. Powoli zbliżał się koniec jej zmiany. Gdy popchnęła kolejne drzwi napotkała opór. Jakiś chłopak odsunął się zaskoczony. Miał rozpięty rozporek, a przed nim klęczała jakaś naćpana nastolatka. Nie była zaskoczona; takie sytuacje zdarzały się niemal codziennie. Wskazała na wejścia do prywatnych pokoi, znajdujące się na podwyższeniu, tuż za stolikami, przy barze. Nic nie mówiła; przez hałas na parkiecie nie dało się porozumieć. Blondyn uśmiechnął się szeroko ze zrozumieniem i kiwnął głową, po czym objął towarzyszkę w pasie, niedyskretnie łapiąc ja za pośladek, i ruszył w tamtą stronę przez środek klubu.
      Idąc ich przykładem skierowała się w tamtą stronę, idąc jednak przy ścianie, by uniknąć przeciskania się przez tłum. Nie miała ochoty zostać obmacana, choć uniknięcie dotyku w takim miejscu było wręcz niemożliwe.
      Po chwili dotarła do dwóch schodków, wychodząc z przymglonego dymem parkietu. Było jej cholernie gorąco. Lawirując między stolikami zbliżała się do baru, jednak zwolniła, dostrzegając postać rozmawiającą z jej przyjacielem. Obecność Izayi Orihary nigdy nie zwiastowała nic dobrego.
      Mężczyzna dostrzegł ją i uśmiechnął się. Niby promiennie, ale w tym, jak mrużył oczy i patrzył z dziwnym zaintrygowaniem, było coś przerażającego. Wiele ludzi przestraszyło się samego tego uśmiechu. Kto by się dziwił? To był uśmiech szaleńca.
      Brunet pomachał jej radośnie, przez co Naoki też zwrócił na nią uwagę. Nie śpiesząc się podeszła do nich, po czym oparła się jedną ręką o blat i przeskoczyła nad nim. Rozległy się brawa, choć nie pierwszy raz to zrobiła. Po prostu nie lubiła przechodzić na około.
-Kopę lat, Omori-powiedział wesoło Orihara, przeciągając samogłoski. Siedział bokiem i bujał się na krześle, ale jego oczy czujnie obserwowały otoczenie. Wiedziała, że potrafił wywęszyć każdą podejrzaną osobę, chociażby po samym ułożeniu ciała, czy mimice twarzy.
-Co tu robisz?-Oparła się o ladę uważnie wpatrując się w informatora. Zwykle nie pojawiał się w Arahji, nie osobiście.
-Nie uwierzysz, jeśli powiem, że się stęskniłem?-Skupił na niej swój wzrok. Potrafił sprawić, że człowiek czuł się skołowany tylko tym. Naoki skrzyżował ręce na ramionach, nie odzywał się. On i Orihara nigdy się nie lubili.
-Przejdź do rzeczy-skwitowała, co chwilę zerkając na drzwi znajdujące się obok. Tylko na nich wisiała tabliczka z napisem "Zakaz wstępu". Z lekkim przerażeniem zauważyła, że się otwierają.
-W ogóle nie jesteś zabawna.-Izaya zrobił smutną minkę, po czym roześmiał się. Posłała mu wkurzone spojrzenie. Normalnie nie przeszkadzało jej zachowanie Orihary, a nawet ją intrygowało, ale nie w tym miejscu. Gdyby Pain dowiedział się, że nie dość, że nie wyrzuciła informatora z klubu, to jeszcze z nim rozmawiała, miałaby, krótko mówiąc, przejebane.
-Streszczaj się.-Hidan wyszedł w końcu, ale zatrzymał się tyłem do nich i z kimś dyskutował. Izaya uśmiechnął się na widok jej zdenerwowania. Zwykle nic nie było w stanie jej wkurzyć, bała się naprawdę małej ilości rzeczy. Pamiętał to jeszcze z Rairy. Cholernie go to intrygowało.
-Widzę, że...-zaczął brunet, ale Naoki mu przerwał, uderzając w blat pięścią. Był widocznie zirytowany.
-Po prostu gadaj-warknął, a Izaya uśmiechnął się.
-Jakie to urocze.-Zmrużył oczy, po czym po części spoważniał, co zauważyła tylko dzięki temu, że znała go od początku szkoły średniej.-Słyszałem, że Akatsuki powraca.
      Spojrzała na niego zaskoczona. Posłał jej jedynie tajemniczy uśmieszek.
-Co masz na myśli?-spytał Naoki, równie zdezorientowany, co ona. Izaya westchnął.
-Powraca, odradza się, zbiera się, odbudowuje się... Wystarczy ci?-Posłał blondynowi kpiący uśmieszek, po czym przekręcił się całkowicie w ich stronę i usiadł po turecku, ignorując fakt, że istniało wysokie prawdopodobieństwo, że spadnie z wysokiego, barowego stołka.
-Nic nam o tym nie wiadomo-mruknęła. Hidan posłał jej niezbyt miły uśmieszek, po czym ponownie zniknął za drzwiami. Zaklęła pod nosem, a Orihara się roześmiał.
-Zwykle aż tak nie świrujesz na punkcie bezpieczeństwa. Co jest? Przygarnęłaś kotka?
       Nawet nie miał pojęcia, jak był blisko.
-Chciałeś coś jeszcze-syknął Tansho.-Musimy wracać do pracy.
-Nie bądź taki nerwowy, Nao-chan. Nikt cię tu nie trzyma. Mam jeszcze jedną sprawę.-Gdyby go nie znała, powiedziałaby, że spoważniał, ale była pewna, że w środku go to bawi.
       Naoki wrócił do pracy, lekko zdenerwowany. Ryan szepnął mu coś na ucho. Oboje patrzyli w stronę nory Paina z niepokojem.
-Streszczaj się.
-Słyszałem, że...-W tym momencie ciężka dłoń spoczęła na jego ramieniu. Stał za nim białowłosy mięśniak z masą kolczyków i tatuażów. Jego widok wręcz przywodził na myśl kata, zwłaszcza, że zawsze praktycznie zawsze nosił ze sobą wielką kosę. Uważała tą broń za nic nie wartą, dopóki nie zobaczyła Hidana zabijającego masę osób paroma szybkimi ruchami.
-Obawiam się, że musisz stąd wypierdalać, Orihara- powiedział, robiąc współczującą minę.
-A jeśli odmówię?-spytał Izaya, prowokująco unosząc brwi. Hidan nic sobie z tego nie zrobił. Informator wyglądał przy nim na naprawdę drobnego.
-Wolałbym, żebyś tego nie robił.
      Patrzyli na siebie dobrą chwilę, oboje z kpiącymi wyrazami twarzy. Przyglądała się im zaintrygowana i lekko przestraszona. To było dla niej nowe uczucie. Zwykle nie miała o co się bać.
-Było miło.-Izaya wstał, zarzucając kaptur swojej kurtki z futerkiem na głowę. Odwrócił się jeszcze na chwilę, żeby uśmiechnąć się do niej szeroko.-Musimy się niedługo spotkać, żeby dokończyć naszą rozmowę.
-Możecie to zrobić teraz-wtrącił Hidan. Odwrócił się w jej stronę. Był rozbawiony.-Lider powiedział, że masz się tu nie pokazywać co najmniej do końca tygodnia, maleńka.
      Całe napięcie opadło. Skoro Pain uznał, że wystarczy mu to, że nie będzie jej widzieć, mogła się uspokoić. Żadnych inwazji na dom. Uśmiechnęła się lekko i skinęła mu głową, po czym ponownie przeskoczyła przez blat. Zignorowała niespokojne spojrzenia Tansho i dołączyła do Orihary, który uśmiechał się radośnie. Razem ruszyli przez klub, nie rozmawiając. W sumie muzyka i tak im to uniemożliwiała. Kiedy wyszli z Arahji owiało ich chłodne powietrze.
-Wygląda na to, że jesteś skazana na mnie na ten wieczór-usłyszała głos Izayi za sobą.
-Jest koło trzeciej-mruknęła odwracając się w jego stronę.-Wracam do domu. Motorem.
      "Bez ciebie" zawisło niewypowiedziane w powietrzu. Mimo to żadne z nich nie czuło się skrępowane. On jak zwykle się uśmiechał, a ona wyciągnęła paczkę szlugów i zapalniczkę.
-Nie rób ze mnie idioty, Sen. Nie wsiadłabyś w takim stroju na motor.
       Oparła się o ścianę jakiegoś bloku, powoli zaciągając się szlugiem. Co jakiś czas ktoś przemierzał ulicę, czujnie się rozglądając, ale z tej strony klubu panował spokój. Wiatr szumiał w liściach drzew, a z oddali dobiegały ich odgłosy nigdy nie śpiącego miasta. Uśmiechnęła się lekko rozbawiona i strzepnęła popiół z papierosa. Jak zwykle ją przejrzał.
-Masz rację-mruknęła, po raz pierwszy patrząc dokładnie na niego.
-Nie zmieniłaś się od cudownych czasów Rairy- powiedział, ale zmarszczył brwi i pokręcił głową, jakby sobie zaprzeczał.-Chociaż nie. Teraz nie kpiłaś Painowi w twarz. Dlaczego?
      Badawczo uniósł jedną brew, wbijając w nią swoje spojrzenie. Wiedziała, że wiele ludzi się pod nim ugięło i nigdy nie zamierzała być jednym z nich. Gdyby nie chciała, nic by nie mówiła.
-Mam siostrę-oznajmiła, badawczo przypatrując się jego reakcji. Odziedziczyła po nim ten nawyk. Z początku wydawał się być lekko zaskoczony, jednak błyskawicznie ukrył zdziwienie pod jedną z miliona masek.
-Uroczo-powiedział, stając obok niej. Intensywnie wpatrywał się w blok naprzeciwko. Jakiś facet wyjrzał przez okno i spojrzał zdziwiony na Orihare, który mu pomachał. Okno zatrzasnęło się, a Izaya zaczął się śmiać. Uspokojenie się zajęło mu dobrą chwilę.-Jaka jest?
      To wymagało chwili zastanowienia. Nigdy nie była dobra w mówieniu.
-Specyficzna-mruknęła, żeby nie powiedzieć "dziwna".-Zmieszanie zachowania brata Shizuo z moim charakterem.
     Izaya pokiwał głową. Wiedziała, że słuchał. Orihara lubił wiedzieć. Interesowało go wszystko, od informacji mogących zniszczyć komuś życie, aż po ulubiony kolor jakiejś staruszki. Dodatkowo miał fotogeniczną pamięć; potrafił zapamiętać tekst czytając go zaledwie raz, może dwa. Był prawdziwą kopalnią wiedzy i nie dziwiła się, że wykorzystywał to do zarabiania pieniędzy. Nigdy nie zauważyła, żeby miał z tego powodu wyrzuty sumienia.
     Przez chwilę nie odzywali się, rozkoszując ciszą i zastanawiając się, jak zacząć. A w każdym razie ona. Izaya nigdy nie miał problemów typu "A co jeśli się przez to obrazi?!", czy "Co ja mam teraz powiedzieć..."
-Informacje o Akatsuki- pochyliła się do przodu, by za chwilę znów opaść na ścianę.-szukasz ich dla siebie, czy klienta?
-Awakusu-kai ich potrzebuje. Podobno Pain ma zamiar zniszczyć Awakusu, głównie dla terenów.
        Milczeli przez chwilę.
-Nie po to przyszedłeś do mnie. Jestem pewna, że masz masę informacji na ten temat.
      Po raz kolejny tego wieczoru zaśmiał się. Uwielbiał to, że ona też potrafiła przewidywać czyjeś ruchy. Zwykle ludzie byli tylko interesujący, zwłaszcza w swojej ignorancji, ale raz na jakiś czas zdarzał się ktoś, kogo Izaya chciał zobaczyć w każdej sytuacji.
-Słyszałem, że Psyche zamierza się wmieszać.
       Widział, że się spięła. Nawet nie starała się tego ukryć. Zawsze zastanawiał się, jak można być tak naturalnym. Przecież każdy się ukrywa. Nie było człowieka, który wiódłby szczere, prawdziwe życie. To wszystko była gra, pusta gra, w której liczyłeś się ty i nikt więcej.
-Nie obchodzi mnie to. Wiesz, przecież. Ale...-spojrzała na niego niepewnie, lekko przygryzając wargę. Czasami wydawała się być taka niewinna.-Postaram się czegoś dowiedzieć. Wisisz mi przysługę-dodała, ostrzegawczo wskazując na niego palcem.
       Uśmiechnął się lekko, odpychając rękami od ściany. Otrzepał kurtkę, po czym spojrzał na nią badawczo.
-Odprowadzić cię?
-_*_-
Hotaru
-_*_-

     Tłok.
     I hałas.
     Po wylądowaniu praktycznie pocałowałam ziemię. Zawsze lubiłam wysokość, kolejki górskie i dobrą zabawę. Zapomniałam już jak przerażająco nudny potrafi być lot samolotem.
     Lotnisko było strasznie zatłoczone, wszędzie krzątali się ludzie z bagażami. Piski dzieci, siarczyste przekleństwa i zwykłe rozmowy mieszały się tworząc irytujący hałas. Zazdrościłam blondynce nieopodal, która spokojnie żuła gumę ze słuchawkami w uszach.
-Hotaru!-usłyszałam. Nie był to krzyk, tylko głośno wypowiedziany wyraz, nieodbierający właścicielce nonszalancji. Omori kroczyła w moją stronę lekko machając ręką na przywitanie. Miała na sobie skórzaną kurtkę, czarne ubrania i długie, również skórzane wojskowe buty. Pod pachą trzymała kask, co wcale mi się nie spodobało, patrząc na moją walizkę. Może nie była zbyt duża, gdyż uznałam, że kupię większość rzeczy na miejscu, no, ale jednak...
     Senkuro definitywnie wydoroślała. Jej rysy się wyostrzyły, wyglądała bardziej pociągająco i tajemniczo niż za pamiętnych czasów liceum. Wtedy była cholernie urocza, o ile się nie pomalowała i nie założyła swojej ulubionej, ogromnej bluzy. Zawsze zakładała męskie lub za duże ciuchy, więc zobaczenie jej w kobiecym stroju było dla mnie w pewnym sensie szokiem.
     Wtuliła się w moją pierś, a ja z lekkim wahaniem odwzajemniłam uścisk. Nie znosiłam kontaktu z innymi ludźmi, przerażało mnie nawet podanie komuś ręki. Oczywiście pomijając przyjaciół i rodzinę, choć i z nimi miałam czasem problemy, co sprawiało, że jakaś ciotka czy babcia uważała mnie za niewychowaną dziewuchę. Zauważyłam, że w przeciwieństwie do mnie dziewczyna praktycznie nie urosła. Było to tylko pół głowy, ale to też coś patrząc na to, że kiedyś byłyśmy praktycznie takie same.
-Coś ty zrobiła z włosami?-zapytałam łapiąc pukiel między palce. Były krótkie, jak na nią; sięgały mniej więcej do łokcia. I najważniejsze; zero różu. Całe liceum przechodziła z uderzającym w oczy neonoworóżowym kolorem włosów.
-Ścięłam-odpowiedziała po prostu. Unisła lekko kąciki idealnie wykrojonych warg, które były pomalowane krwistoczerwoną szminką. Nie lubiłam takiego zachowania, ale zazdrościłam jej wyglądu.
-Gdzie jest Naruto?-spytałam rozglądając się. Nigdzie nie dostrzegałam tej blond czupryny i radosnego uśmiechu.
-Nie miał dzisiaj czasu. I przeprasza-odpowiedziała nagle uśmiechając się przebiegle.-Ale przysłał eskortę, w postaci swojego nowego współlokatora, żebym nie zabiła się z tobą i bagażem. Bardzo seksowną eskortę-mruknęła spoglądając na chłopaka opierającego się o drzwi. Ostre kości policzkowe, hebanowe włosy i czarny strój kontrastujący z praktycznie białą cerą. Wydawał się być szczupły i umięśniony. Wyglądał jak model, który uciekł z wybiegu.
-Kto to?
-Uchiha Sasuke- powiedziała, a ja spojrzałam na nią zaskoczona.
-Brat Madary?-Ledwo pamiętałam Madare Uchihe. Wiedziałam, że miał długie włosy, był wysoki i cholernie niebezpieczny. Poza tym on i brat Sen się nie znosili.
-Siostrzeniec. Wystawił go, tak jak poprzednio jego brat. Teraz stoją po tej samej stronie.
-Stronie?-spytałam, marszcząc brwi. Omori wzięła część bagaży i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
-Wiesz, kiedy wyjechałaś w Tokio utworzyły się gangsterskie organizacje. Mieszkańcy nazywają je "kolorowymi gangami". Madara założył taki "gang", nazwał go Ishi. Gdy brat Sasuke dorósł odszedł od wuja i dołączył do Akatsuki. Wtedy był to jeden z najmniejszych i najsilniejszych gangów. Teraz Sasuke w pewnym sensie jest po ich stronie, tak jak ja, czy Naruto.
-Nie przyjmują nowych członków?
-Nie.-Nagle jej ton zmienił się na stanowczy i wiedziałam, że należy skończyć. Mimo wszystko wiedziałam, że Sen jest niebezpieczna. To była wina jej brata, który wciągnął ją w to wszystko. Zawsze powtarzała, że sama chce ćpać, pić, niszczyć się, ale przecież nikt tak naprawdę tego nie chciał. Nienawidziłam go, choć nigdy go nie poznałam.
     Podeszłyśmy do bruneta, który obrzucił nas chłodnym spojrzeniem. Bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę dwóch motorów, które stały na parkingu znajdującym się koło lotniska. Szłyśmy za nim i choć liczyłam na to, że Sen jeszcze się odezwie, tak się nie stało.
-_*_-
Deidara
-_*_-

      Wchodziłem po schodach przeklinając tych pierdolonych "artystów". Jak można nie docenić mojej sztuki?! I co mnie kurwa obchodzi, że wysadziłem jakąś wystawę w pierdolonym muzeum?! To przecież była sztuka!
      Nacisnąłem klamkę. Zaskoczony zauważyłem, że jest otwarte. Powoli wszedłem do środka odrzucając na bok torbę z gliną. Okazało się, że mam gościa. Był to właściciel mieszkania, które wynajmowałem. Obleśny stary typ, który na pierwszym spotkaniu wyglądał, jakby chciał mnie zgwałcić. Potem odkrywczo dowiedział się, że jestem facetem. Strzeżcie się małe dziewczynki.
-Pieniądze-powiedział bez zbędnych ceregieli wyciągając w moim kierunku tłustą łapę. Dopóki go nie poznałem, nie miałem pojęcia, że da się mieć gąszcz na rękach.
-Mi też miło cię widzieć-odburknąłem, nie do końca zgodnie z prawdą. Poza tym, był problem. Nie miałem ich. Wzięli całą nagrodę za dwumetrowego smoka z gliny na odnowienie sali muzealnej. Chuje.
-Bez takich, Deidara. Płacisz, albo wypad.
-Jesteś strasznie bezpośredni, un-mruknąłem wiedząc co mnie czeka. 
-Masz hajs!?-ryknął wywalając z ust lawinę śliny.
-OPLUŁEŚ MNIE TY STARY NIEDOROBIONY ZBOCZEŃCU!
     Tak właśnie wylądowałem na ulicy z torbą gliny i praktycznie bez pieniędzy. Zajrzałem do kieszeni. Guma i parę drobniaków. Starczy na tramwaj. Musiałem uciec się do najgorszego. 
      Kupiłem bilet i wsiadłem do 107. Wziąłem gumę do ust i zająłem ostatnie wolne miejsce w tej części pojazdu. Siedziałem obok drobnej gotki z fioletowymi włosami. Nie minęła chwila, kiedy do pojazdu wsiadła starsza pani, która natarczywie się we mnie wpatrywała. Nie miałem zamiaru spełnić jej żądań; ten fotel był wyjątkowo wygodny. W końcu się przełamała i z lekkim grymasem na twarzy zwróciła się do mnie:
-Czy mógłbyś ustąpić mi miejsca, młody człowieku? 
-A czy pani w moim wieku ustępowała starszym?-uśmiechnąłem się najmilej jak mogłem, po utracie domu i wypłaty. Staruszka zaczęła gorliwie kiwać głową, a ja nie byłem pewien, czy za jej młodości w ogóle istniały tramwaje.-I dlatego teraz bolą panią nogi. I po co to było, un?-odpowiedziałem z jeszcze szerszym uśmiechem. Miałem idealny humor do dokuczania ludziom. Zwłaszcza tym upierdliwym.
      Kobieta oburzona przeszła do następnego przedziału i zaczęła prowadzić konwersacje z jakimś blondynem. Gotka zachichotała zakrywając dłonią pomalowane na czarno usta.
-Szacun- parsknęła ukazując białe zęby.-Jestem Eve. 
-Deidara- odpowiedziałem  wyczuwając nową dość interesującą znajomość. Zawsze lubiłem gotów i wszystkich ludzi, którzy potrafili się wyróżnić.
-Zajmujesz się kulturalnym odstraszaniem wkurzających staruszek?-spytała przyglądając się mi. Od razu zapunktowała nie uznając mnie za dziewczynę.
-Jestem artystą, un!-odpowiedziałem z dumą, a ona ponownie się uśmiechnęła. Zwykle dziewczyny uznawały, że jestem uroczy, co niekoniecznie mi się podobało.
-Malujesz?-rzuciłem jej spojrzenie pełne litości. Phi, malowanie było dla słabych.
-Rzeźbię w glinie-a potem to wybucham, chciałem dopowiedzieć, ale uznałem, że rzeźbienie jest wystarczającą informacją. 
-Och... Interesuję się sztuką-skłamała. Widziałem to w jej przebiegłych, zielonych oczach. Uznałem, że lepiej nie kontynuować tematu. 
-To naturalny fiolet?- zapytałem. Te włosy nie chciały dać mi spokoju. W sumie niektórzy, tak jak Sasori, zostali źle zrobieni i urodzili się na czerwono, a jedna dziewczyna twierdziła kiedyś, że to naturalny róż, ale wolałem się upewnić.
-Nie... Technicznie rzecz biorąc są rude, ale cii... Nikt o tym nie wie.-Uśmiechnęła się lekko, na co od razu odpowiedziałem. Miała słodki, lekko smutny uśmiech.
-Zaraz wysiadam-rzuciłem sprawdzając, czy aby na pewno. Miałem ochotę kontynuować rozmowę, ale od jednego dupka zależało to, czy nie będę nocował pod mostem. Nagle Eve podała mi fioletową karteczkę pachnącą jakimś kwiatem. Wstałem i wysiadłem, od razu sprawdzając zawartość. Numer telefonu zapisany wąskim pismem pełnym zawijasów. Obejrzałem się za siebie, ale tramwaj już odjechał. To były obrzeża miasta, na których mieściła się willa tego pierdolonego lalkarza bez grama wyobraźni. Bo jak można uważać, ze sztuka jest wieczna?
     Wszedłem na teren posiadłości szybko docierając do drzwi. Sasori nie miał zwierząt, oprócz kotów wałęsających się samowolnie po domu. Ja sam nie przepadałem za tymi małymi sierściuchami. Potrafiły być prawdziwymi skurwielami.
     Zadzwoniłem, po czym cierpliwie poczekałem, aż przyjaciel otworzy mi drzwi. Nie miałem pojęcia jak dorobił się tego miana z jego brakiem gustu, jednak był dla mnie przyjacielem.
-Tak?-jego rude włosy były rozczochrane, a oczy zaspane. Był w szlafroku. Nie ma to jak spać w dzień, co nie? Kto bogatemu zabroni.
-Bo widzisz... Zostałem wywalony z domu i...-zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
    Przyjaciel?! Nigdy więcej tego nie powiem, un!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

CREATED BY
MAYAKO