środa, 1 czerwca 2016

Drugi

"Jestem najgłębszym cięciem
Jestem najgłębszą raną
Jestem najgłębszym kłamstwem, 
które kiedykolwiek wypowiedziałaś"
                                             -Get Scared, Deppest Cut


Hotaru
-_*_-
     Mieszkanie Omori było dość spore, choć nie skupiałam na tym zbytnio uwagi. Nigdy nie rozumiałam potrzeby urządzania domy, czy chociażby eleganckiego ubierania się. Wystarczyło mi wyglądać schludnie. Bardziej od wystroju zainteresował mnie fakt, że ma siostrę. Drobna szesnastolatka z czarnymi oczami i włosami i masą piegów na bladej twarzy. Była dość... przerażająca. Nie wiedziałam, że ktoś w tym wieku może być taki spokojny i znudzony życiem. Wydawało się, że wszystko jest jej obojętne.
-Jestem Hotaru- przełamałam się i wyciągnęłam rękę uśmiechając się. Na więcej nie mogła liczyć.
-Mitsuki.-Spojrzała tylko z lekkim obrzydzeniem na moją dłoń, po czym odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Zatrzymała się tylko w drzwiach, żeby spojrzeć na mnie tymi pustymi oczami.-Nie lubię cię.
      Patrzyłam zszokowana na zamknięte drzwi.
-Kochana, nie?-mruknęła Sen łapiąc mnie za ramię. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Brunetka pociągnęła mój łokieć, kierując się w stronę jednych z pokoi.
-Od kiedy masz siostrę?-Uniosłam jedną brew. W gimnazjum i przez pierwszy rok liceum mieszkała w domu dziecka, w którym została osadzona w wieku ośmiu lat z powodu śmierci ojca. Jej starszy brat był zamieszany w takie gówno, że to nawet lepiej, że jej nie przygarnął.
     Omori nie miała na sobie makijażu. Jak dla mnie wyglądała ładniej, bardziej naturalnie, mniej ostro. Tak niewinnie. Zawsze malowała się dla podniesienia autorytetu, którego jej drobna budowa nie zapewniała.
-Od 16 lat. Dowiedziałam się dwa miesiące temu, a miesiąc temu wzięłam ją z domu dziecka. Nie chciałam, żeby skończyła jak ja-mruknęła odwracając wzrok. Nigdy nie lubiła mówić o sobie.
       Spojrzałam na nią zaskoczona. Nigdy nie pomyślałabym, że przygarnie jakąś gówniarę. Była typem imprezowiczki, lubiła się napić, a potem przespać się z upatrzonym wcześniej przystojniakiem. Zabawa w dom do niej nie pasowała, choć cieszyłam się, że postanowiła chociaż po części ustatkować.
-To twój pokój-skinęła na niezamieszkane pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem, szafą i grzejnikiem. Od razu urzekł mnie żyrandol z płynącymi delfinami oraz ściany obklejone plakatami z księżniczkami.-Mieszkałam w nim, kiedy miałam siedem lat.
       Coraz bardziej ciekawiły mnie jej wyznania. Poznałam ją jako piętnastolatka ze złamanym sercem, świeżo wciągnięta w świat imprez, seksu i narkotyków. Nie wiedziałam nic o jej dzieciństwie, znałam tylko szaloną dziewczynę, która zeszła na złą drogę, choć i tak nie uważałam, że to jej wina, tylko jej brata. Nie interesowało mnie wtedy nic, chciałam tylko zapomnieć.
-Dzięki. Za wszystko-mruknęłam uśmiechając się lekko. Odwzajemniła uśmiech, przynajmniej po części.Uświadomiłam sobie, że nigdy nie widziałam jej naprawdę szczęśliwej, chyba, że pijaną lub na haju.
-Dobranoc-drzwi pokoju zatrzasnęły się za nią, a ja zmęczona podróżą opadłam na łóżko i od razu usnęłam, nie przejmując się ubraniami.

*       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
       Siedziałam w kuchni i jadłam płatki razem z przyjaciółką, która czytała jednocześnie gazetę. Byłam niewyspana, moje włosy ledwo trzymały się na głowie związane byle jak gumką i byłam ubrana w wczorajsze ciuchy. Jedynym plusem było to, że małe i przerażające było w szkole, co naturalnie mnie ucieszyło.
-Mam pracę dla ciebie-rzuciła Omori stukając długim, czarnym paznokciem w gazetę. Nie miałam pojęcia, o której wstała, ale wyglądała aż zbyt perfekcyjnie.-Szukają sprzątaczki. Dobrze płacą.
     Jęknęłam cicho. Nie chciałam iść sama do pracy, po prostu się bałam. Sprzątanie... Było w porządku. Jakoś nigdy nie żyłam z tekstem 'Lubię syf. Jak ci przeszkadza to zgaś światło', w przeciwieństwie do Mitsuki. Kiedy zaraz po wstaniu szukałam łazienki niechcący zajrzałam do jej pokoju. Nigdy, nawet w pokoju Naruto, nie widziałam takiego burdelu.
-Nie mogę pracować tam gdzie ty?-spytałam z nadzieją.
-Jako barmanka w klubie nocnym?-Skrzywiłam się wiedząc, że to odpada. Nie znosiłam dotyku innych ludzi. Zwykłe muśnięcie dłoni potrafiło wprowadzić mnie w zdenerwowanie. Czułam się wtedy brudna, miałam ochotę umyć ręce jakieś dwanaście razy, i jeszcze dodatkowo wziąć trzy prysznice. Tylko on miał prawo mnie dotykać.
-Wolę sprzątaczkę-mruknęłam niechętnie, mieszając łyżką w misce. Omori zaśmiała się cicho, po czym wyjęła z torebki paczkę papierosów i zapalniczkę. Po chwili zaciągnęła się, wypuszczając powoli dym.
-Wyrzuć to-mruknęłam. Nie miałam zamiaru wracać do czasów, w których wydawało się oszczędności na szlugi. Zignorowała moją uwagę, co było dla mnie normalne. Nie miałam jakiejś wielkiej siły przebicia, czy specjalnego talentu do przekonywania ludzi.
-Tak jak myślałam. Masz tu adres.-Wskazała ogłoszenie, które wcześniej przykuło jej uwagę.- Ja wychodzę.
-Gdzie?
-Do Naruto- oznajmiła zakładając szpilki. Nie miałam pojęcia jakim cudem w nich chodziła, choć w torebce jakimś cudem upchała długie buty, w których jeździła na motorze.
-A nie do jego współlokatora?-zapytałam uśmiechając się lekko. Założyłam trampki. Praca mogła poczekać.-Idę z tobą.
      Zbyt daleko nie miałyśmy. Okazało się, że Uzumakiemu udało się wynająć mieszkanie piętro nad Sen. Poznali się w sierocińcu i to właśnie przez niego ją poznałam. Byli dla siebie jak rodzeństwo, czego zawsze im zazdrościłam.
      Omori bez pukania wkroczyła do środka, a ja niepewnie ruszyłam za nią. Mieszkanie miało tak samo ułożone pokoje, jedynie umeblowanie było inne. Ściany były niebieskie, miejscami pomarańczowe. Meble, w większości wykonane z jasnego drewna, były poustawiane byle jak. Żadnych ozdób, pomijając rozwalone wszędzie ubrania. Blondyn siedział w kuchni rozmawiając z tym chłopakiem z wczoraj. A raczej prowadził monolog, bo jedyne na czym szatyn się skupiał to kubek kawy w jego dłoni. Po chwili jednak Uzumaki zwrócili na nas uwagę.
-Hotaru!-wrzasnął niebieskooki, po czym rzucił się na mnie prawie zwalając mnie z nóg. Zdążyłam stęsknić się za jego bezpośredniością. Był wyjątkiem, jako jedyny mi nie przeszkadzał. Sasuke wygiął rękę pod nienaturalnym kątem, żeby nie wylać kawy, po tym, jak Naruto go odepchnął.
-Cześć-szepnęłam przytulając się do tego kretyna.-Co słychać?
      To było niewłaściwe pytanie. Naruto zaczął opowiadać o wydarzeniach sprzed trzech latach, a Sasuke i Sen spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem. Zapomniałam już, jak bardzo rozgadany potrafi być mój przyjaciel.
-To świetnie Naruto, ale może opowiesz jej kiedy indziej. Kto wczoraj wygrał?-spytała Omori zmieniając temat. Dzięki Sen byłam świadoma, że Uzumaki organizuje czasami nielegalne wyścigi, ale wciąż mnie to przerażało. To nie był mój świat. A Naruto... Był taki niewinny, z tymi śmiejącymi się oczami i charakterem dziesięciolatka. On też tam nie pasował, tak jak ja, jednak z czasem wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do jego odmienności.
-Kuzyn Sasuke, Madara- syknął niezadowolony. Zacisnął palce na swojej koszulce namiętnie maltretując ją wzrokiem.-Staranował Neji'ego.
      Omori zacisnęła lekko zęby, a Sasuke pociągnął łyka kawy. Czułam się wykluczona z rozmowy. Nie miałam pojęcia, po co im to było. Takie życie było niebezpieczne i ani trochę mnie nie pociągało. W każdej chwili ktoś mógł przystawić im spluwę do głowy. Nie jarało mnie to. Już nie.
-Wiesz, ja chyba pójdę sprawdzić tą pracę-mruknęłam i podniosłam się z wściekle czerwonej pufy. Rzadko można było podziwiać tak fatalny gust, jeśli chodzi  kolorystykę.
-Możliwe, że wrócę późno-wtrąciła czarnowłosa.-Zajmij się młodą.
 *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
      Z otwartymi ustami wpatrywałam się w ogromną willę. Trzy razy sprawdziłam, czy to właściwy adres, zanim odważyłam się zadzwonić do drzwi. Byłam pewna, że chodzi o jakichś chłopaków, jak Naruto, którym nie chce się sprzątać w wynajętym, malutkim mieszkanku. Wzięłam głęboki oddech, spodziewając się jakiegoś bogatego faceta po czterdziestce. Ewentualnie babki ze sztucznymi cyckami i kilogramem tapety na twarzy. O dziwo, drzwi otworzył mi blondyn, czy też blondynka, w luźnej bluzie. To chyba jednak był chłopak, na co wskazywał kompletny brak cycków. Aczkolwiek miał cholernie długie włosy, śliczne, turkusowe oczy i kobiece rysy twarzy. Byłam prawie zazdrosna.
-O co chodzi, un?-spytał mnie męskim głosem. Czyli na pewno facet. Dobrze wiedzieć.
-J-ja w sprawie pracy-z jakiegoś powodu mnie onieśmielał. Było w nim coś... dziwnego. I nie chodziło o to, że był męską wersją Roszpunki.
-Sasori!-wrzasnął nagle, a ja aż podskoczyłam. Po chwili obok niego pojawił się czerwonowłosy chłopak. Miał na sobie za duży, brązowy sweter, podkreślający kolor jego oczu i starte dżinsy. Rzucił blondynowi pytające spojrzenie.-Ona chce pracę -Sasori przez chwile patrzył na mnie zdziwiony, po czym spytał cichym, spokojnym głosem:
-Jako sprzątaczka, tak?-skinęłam nieśmiało głową. Był słodziutki, aż za bardzo. Uwielbiałam takich facetów. Blondyn prychnął, a ja posłałam mu ściągnięte od Omori mordercze spojrzenie.-Jestem Sasori Akasuna, a ten przygłup to Deidara. Niedługo się wyprowadza, więc nie zwracaj na niego uwagi.
-Hotaru Hike. Kiedy zaczynam?-spytałam patrząc na czerwonowłosego, który próbował uciszyć blondyna. Deidara wyraźnie był niezadowolony z nazwania go przygłupem.
-Teraz.
      Skinęłam ponownie głową porządkując w głowie informacje. Po chwili drzwi zostały zamknięte, a ja wkroczyłam do tego pięknego domu.
 -_*_-
Deidara
-_*_-

     Nie miałem pojęcia, co myśleć o tej dziewczynie. Chyba miała okres. Najpierw pyta grzecznie o prace, potem się słodko uśmiecha, a potem patrzy na mnie jakbym co najmniej zabił jej ukochanego pieska. Kobiety zawsze były dziwne, ale ona to już przesada. Czarna magia.
     Godzinę po jej przyjściu zgłodniałem, więc poszedłem do kuchni zrobić sobie kanapki. Była tam. Chyba nazywała się Hotaru. Albo Harotu. Albo Hetaru. Nie wnikałem. Wycierała blaty, a ja, o dziwo, prawie zacząłem jej współczuć. Już zdążyłem dowiedzieć się jaki ten dom jest ogromny. Raz nawet się zgubiłem i gdyby nie to, że Sasori nie miał ochoty słuchać moich przekleństw, spędziłbym noc na korytarzu.
      Ignorując jej wkurzone spojrzenie wyjąłem chleb i zacząłem go kroić zasypując szafkę okruszkami. Ona ze zmarszczonym nosem ponownie to wytarła. Nie widziałem w tym żadnego sensu, zwłaszcza, że chwilę później ujebałem blat majonezem. Hike spojrzała na mnie oburzona, a ja z cichym westchnięciem zabrałem jej z ręki szmatkę. Musnąłem ręką jej skórę, a ona cofnęła dłoń. Była przerażona. Co ja, trędowaty?
-O co ci chodzi, un?-spytałem wycierając, nie, rozmazując majonez. Zmarszczyłem brwi, po czym wrzuciłem ścierkę do zlewu. Trafiłem w ścianę, po której się zsunęła, wpadając prosto do celu. Rzut za trzy punkty. Wygrywamy.
-O... o nic-szepnęła. Wyglądała już w miarę normalnie, choć rękę trzymała przy sobie. Moje przypuszczenia o jej popierdoleniu rosły w siłę. Albo to, albo uznała mnie za transwestytę pedofila, który czai się na nią w schowku na miotły. Wolałem pierwszą opcję.
      Westchnąłem biorąc kanapkę i ruszyłem do mojego pokoju. Po wielu błaganiach Akasuna pozwolił mi mieszkać naprzeciwko kuchni, więc miałem blisko do jedzenia. To był jeden z najładniejszych pokoi. W centrum stało eleganckie, mięciutkie, łóżko z baldachimem. Obok niego mała komódka z elegancką lampą z abażurem w kwiaty. Dalej bordowa szafa, teraz pełna moich ubrań, które notabene wyglądały, jakby ktoś pomylił mieszkania.
       Rzuciłem się na łóżko, które było całe umazane w glinie, podobnie jak reszta pokoju. Miałem szczęście, że właściciel tu nie zaglądał. Choć, właściwie, jego pokój był pełen tego pieprzonego drewna. Kiedyś je wysadzę, już mu to obiecałem. Ewentualnie podpalę.
     Zamknąłem oczy wyobrażając sobie wybuchające miasto. Tak, to byłoby piękne. Kiedyś podzieliłem się z tym marzeniem z Sasorim. Uznał, że piękny byłby moment, w którym stanąłbym na szubienicy i ktoś umieściłby to na obrazie. Stwierdził też, że powiesiłby go sobie nad łóżkiem i patrzył na niego przed snem. I on uważał, że to ja nyłem pojebany.
     Zmarszczyłem brwi spoglądając na kartkę leżącą na poduszce. Dziś wieczorem, nie wiem po chuj, ale mniejsza o to, miało się spotkać całe dawne Akatsuki. Wracały stare czasu, kiedy w dziesiątkę sialiśmy postrach na dzielni. Niektórzy, jak ja i Sasori, zrezygnowaliśmy z takiego życia. To było dobre na krótką chwilę, potem przysparzało tylko kłopotów.
     Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie.
-Spieprzaj stąd-syknąłem do brunetki. Sasori mógł przechodzić, a gdyby zobaczył te wszystkie drogie meble brudne... Ło cie panie, wylądowałbym co najmniej na ulicy. Marzenia Akasuny o szubienicy też trafiały do tych lepszych opcji.
-Co tu się stało?-Patrzyła zszokowana na leżące dookoła ciuchy, również upieprzone. Będzie sporo prania... No, ale moja sztuka była tego warta. Zerwałem się z łóżka i zatrzasnąłem drzwi.
-Tworzyłem sztukę-burknąłem, a ta, zaintrygowana podeszła do szafki i wzięła za łapę pająka z gliny, którego zapomniałem schować w paczce z przeprosinami dla gościa, który mnie wywalił. Niechcący oderwała kończynę, ale złapała tors. Czy ją kurwa popierdoliło?!-Rzuć to!-wrzasnąłem, a ona przerażona odrzuciła rzeźbę, która wybuchła zostawiając czarną smugę na ścianie. Syknąłem z wściekłości. Byłem martwy.
-Co coś takiego tu robi?! To niebezpieczne-zapiszczała, a ja przewróciłem oczami. Zachowywała się jak pięciolatka.
-To sztuka, un-wyjaśniłem jej, jak dziecku w przedszkolu. Jakby to nie było oczywiste.
-Sztuka to obrazy... Posążki...-nie mówcie, że jest tak samo pojebana jak ten rudy oszołom. Boże, co ludzie widzą w farbie wylanej na papier?
-Sztuka to wybuch!-Spojrzała na mnie jak na kretyna, jednak po chwili się zamyśliła. Patrzyła przez chwile na sufit, on o dziwo był czysty. Zapamiętałem, że trzeba to zmienić.
-Całkiem ciekawa definicja-oznajmiła. Podeszła do drzwi wyciągając ścierkę z wiadra.-Pogadamy o tym. Ale najpierw pozwól, że trochę tu posprzątam.
  *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
       Szybkim ruchem otworzyłem drzwi do pokoju współlokatora. Kichnąłem, kiedy kurz dostał się do mojego nosa. Najwyraźniej odesłał Hike bez sprzątania u niego. To był słaby pomysł; u mnie udało jej się nawet jako tako zmyć spaleniznę ze ściany. Przynajmniej nie rzucała się aż tak w oczy.
        Pokój Akasuny był praktycznie pusty. Łóżko i porozwalane wszędzie kawałki drewna obsypane wiórami. W każdym miejscu walały się lalki, lub części ich ciał; były dość przerażające z tymi żyłkami wystającymi z kończyn. Nic więcej. Garderobę miał w oddzielnym pomieszczeniu, nie wiadomo po co, ale okey.
       Sasori podniósł wzrok tylko na chwilę, po czym znów zaczął ryć w drewnie. Już kończył. Gdyby potem to wysadzić... To byłoby piękne.
-Idziesz?-machnąłem mu przed nosem ręcznie napisaną kartką. Nie przeczytał, wiedział o co mi chodzi. Charakter pisma wskazywał na Konan. Nigdy jej nie lubiłem. Fioletowa idiotka trwająca w tym wszystkim tylko dla tego dupka z kilogramem złomu w twarzy.
-A mam wyjście?
      Miał rację. Gdybyśmy się nie pojawili ten rudy "Liderek" udupiłby nas przy najbliższej okazji. I to przy pomocy paska od dżinsów Hidana, co mimo wszystko wcale nie było zabawne, przynajmniej z mojej perspektywy.
-Zawsze jest wyjście, un-mruknąłem dumny z siebie. W końcu niecodziennie udaje mi się wymyślić taką genialną złotą myśl. Sasori opadł w tył na łóżko, uprzednio delikatnie odkładając kukiełkę na podłogę. Pojeb. Rozumiem delikatnie odkładać coś, co może wybuchnąć, ale kawał kłody?! Pojebany pojeb.
-Boisz się?-spytał cicho. Kretyn. Oczywiście, że się bałem. To nie było wyjście na herbatkę do krwiożerczych staruszek. Oni naprawdę mogli zrobić nam krzywdę. Ich nie obchodziło to, że się przyjaźnimy, czy też przyjaźniliśmy. Dla nich ważne jest to, ze się sprzeciwiliśmy.
-Nie-wysyczałem przez zęby. Nie było sensu dzielić się swoimi słabościami. Ktoś mógłby to później wykorzystać. Tego się nauczyłem i tego zamierzałem się trzymać.
-Spróbuj o tym nie myśleć.
       Jak ja kurwa nienawidziłem, kiedy ludzie to mówili. Miałem ochotę wsadzić mu trochę wybuchowej gliny gliny do spodni i spytać 'Boli? Spróbuj o tym nie myśleć'.
-Nieważne.
     Wstałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Bo czego ja tak właściwie oczekiwałem? Wsparcia. Na pewno nie od niego. Byłem gorszym idiotą, niż mi się wydawało.
-_*_-

-Dlaczego Neji jest akurat u twojego brata w domu?-spytała Sen, przekrzykując wiatr. Jechała motorem razem z młodszym Uchihą. Naruto takowego nie posiadał, więc Omori jechała z Sasuke, wtulona w jego ciepły tors.
-Nie mam pojęcia. Itachi sam to zaproponował, nie obchodzi mnie powód-odpowiedział krótko. On nie musiał wrzeszczeć. Jego usta znajdowały się centralnie przy jej uchu. Jej ciało przeszyły przyjemne dreszcze.
      To, że Hyuuga wylądował u kogoś z uczestników było jasne. W końcu nie zanieśliby go do szpitala. To byłoby nawet zabawne. 'Nasz przyjaciel został staranowany przez jakiegoś dupka podczas nielegalnych wyścigów. Czy jest na sali lekarz?'.
     I nawet domyślała się dlaczego ten Itachi go wziął. Klan Hyuuga był dość wpływowy, pomimo tego, że nie wiedział o wyścigach, a Neji zostanie potem dłużnikiem starszego Uchihy.
     Spojrzała z troską na jadący przed nią motor. Uzumaki może i organizował wyścigi, ale nie był maestro w jeździe. Potrafił wcisnąć gaz zamiast hamulca. Nie darowałaby mu, gdyby zniszczył jedyny prezent, jaki dostała od brata.
     Po kilkunastu minutach dojechali, a Sen z niechęcią odsunęła się od umięśnionego ciała mężczyzny. Wkroczyli do dużego, eleganckiego domu, pełnego wachlarzy wymalowanych dosłownie wszędzie. Cóż za skromność. Uchiha byli starym klanem, który najwyraźniej lubił się z tym obnosić.
-Sasuke?
      Sen odwróciła się na pięcie, stając twarzą w twarz z... bogiem. Zastanawiała się, jakim cudem nie znała wcześniej kogoś takiego jak Itachi Uchiha. Był starszą wersją Sasuke, taką z długimi włosami i sporo bardziej seksowną. Gęste rzęsy otaczały zimne, czujne oczy. Na jego twarzy widniał jednodniowy zarost, który tylko dodawał mu męskości. Miał na sobie tylko jeansy, a jego klata była cholernie umięśniona. Omori oblizała nagle suche usta.
-Przyszliśmy zobaczyć jak z Nejim -oznajmił pytany obojętnie. Patrzył na brata bez żadnych wyraźnych uczuć, co dla Sen było normalne. Wiele razy rzucała takie spojrzenie Akito, w odpowiedzi dostając jeszcze większą dawkę kpiny i cynizmu. Mimo wszystko, kochała swojego starszego braciszka.
         Itachi zaprowadził ich do jednego z licznych pokoi, w którym leżał opatrzony już Hyuuga. Był nieprzytomny, dość mocno przywalił głową w kierownicę, o czym świadczył przesiąknięty krwią bandaż, otaczający jego głowę.
-Nie obudził się?-zwróciła się do Itachiego, siedzącego spokojnie na fotelu. Miał taką cholernie pociągającą, chłodną twarz. Sen od zawsze lubiła niegrzecznych chłopców. Może był to wpływ brata, który już w wieku trzynastu lat był bardziej męski, niż większość facetów w Tokio, może po prostu przyzwyczaiła się do widoku umięśnionych klat, których ostatnimi czasy w jej życiu zabrakło.
-Obudził.-Poraziła ją długość tej wypowiedzi. To chyba było u nich rodzinne. Mimo wszystko widziała chłodne zainteresowanie malujące się w jego oczach.
      Przymknęła powieki, odganiając myśli związane z Sasuke, które musiały wpaść do jej głowy. Z niewiadomego powodu kręcił ją bardziej, niż jego całkowicie idealny brat. Nie była dziwką, nie dawała dupy byle komu i nie żebrała o kasę, ale lubiła przespać się od czasu do czasu z jakimś ciachem. Unikała zobowiązań; nie były jej one do niczego potrzebne. Sama potrafiła zadbać o własne szczęście. Była wolna i to było dla niej najważniejsze, choć ostatnio ograniczyła to jej siostra.
      Mitsuki budziła w niej mieszane uczucia. Szesnaście lat w bidulu nie wywarło na niej pozytywnego wpływu; była zamknięta w sobie i mówiła to, co myślała, choć tą ostatnią cechę dzieliły razem. Nie wykazywała też żadnej potrzeby okazywania uczuć; jej zachowanie mówiło 'mam wyjebane'. Omori nawet to pasowało. Nigdy nie widziała się w roli matki.
      Ułożyła się wygodniej na fotelu. Uznała, że oni sobie pogadają, ona się prześpi, a potem ją obudzą. Była zmęczona; przyzwyczajona do nocnych godzin pracy nie mogła usnąć.
  *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
     Obudziła się otoczona ciepłem. Dopiero po otworzeniu oczu zobaczyła, że została okryta kocem. To był dom Uchihów, przynajmniej tak wywnioskowała po ogromnym wachlarzu zawieszonym na ścianie. Wstała i ruszyła w stronę dobiegających z kuchni hałasów. Chłopaki siedzieli, każdy z piwem w ręce, i dyskutowali.
-Jedziemy-mruknęła celowo ziewając i przeciągając się.
-Spałaś cały dzień- Naruto spojrzał na nią zdziwiony. Chyba nie zrozumiał aluzji.
-Tylko pięć godzin-mruknęła patrząc na zegar, naturalnie z symbolem klanu.-Jedziemy?-powtórzyła, wbijając w Uzumakiego natarczywe spojrzenie.
      Chciała być już w domu. Nudziło jej się, a nie miała zamiaru siedzieć i słuchać, będąc wyłączona z rozmowy. Dodatkowo, uznała, że zaprosi Tansho, dopóki miała ochotę z nim rozmawiać. Wysłała do niego krótkiego SMS'a i zablokowała telefon, nie oczekując odpowiedzi.
-Chętnie-burknął Sasuke. Taki był jego charakter. Gburowaty i nieliczący się z uczuciami innych. Choć Itachi nie wyglądał na urażonego. Wręcz przeciwnie; jego wargi uniosły się lekko do góry. Zastanawiała się, czy tak wyglądało każde ich spotkanie.
-Świetnie, jestem umówiony na pierwszą.-Szczerość też była u nich chyba rodzinna. Westchnęła cicho, po czym wyszła na dwór, odruchowo chowając dłonie w rękawach. To był wyjątkowo zimny październik. Na dodatek bolały ją plecy i była głodna. Wsiadła na czarny motor Uchihy. Był bardziej błyszczący od jej, choć jej był niedawno kupiony. Poprzedni nie wyrobił na zakręcie.
       Po chwili chłopcy dołączyli do niej; o dziwo nawet Uzumaki milczał. Kolorowe ciuchy Naruto oraz jego jasne włosy i oczy kontrastowały z czarnym... wszystkim Sasuke, pomijając skórę, która była niemal biała. Uchiha wyglądał jak rasowy emo.
       Wsiedli na motory, a Sen znów poczuła przyjemne ciepło ciała Sasuke. Ruszyli. Wtuliła się w klatę Uchihy przymykając oczy, jednak pilnując się, żeby nie usnąć. Nie chciała spaść.
-Ładnie pachniesz-wymruczała jakiś czas później, przez co poczuła się jak w liceum. Tamto życie wydawało jej się odległe, pełne szaleństw i niebezpieczeństw.
     Chociaż, teraz, kiedy Akatsuki miało walczyć z Awakusu wszystko mogło się powtórzyć. Sen była prawie pewna, że jej brat stanie po stronie Akatsuki. Zielony gang Madary, Ishi, na pewno wspomoże Awakusu; Uchiha nie wsparłby Itachiego, a Akito nie będzie walczył u boku Madary. To było logiczne, choć przez Itachiego i Sasuke decyzja Kimury stawała pod znakiem zapytania
-Podrywasz mnie?-spytał, lekko muskając ustami jej ucho. Jego ton stał się głębszy, co było nowością. Zwykle brzmiał pusto.
-A jak myślisz?
      Motor zatrzymał się, a ona szybkim ruchem wydostała się spomiędzy ramion Uchihy i ruszyła w stronę bloku. Chciała jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu, a Sasuke zawsze mogła odwiedzić. Znając Tansho mógł pojawić się w pięć minut, jeśli by chciał.
       Przeskakując co dwa schodki szybko dotarła do mieszkania. Otworzyła drzwi, zamknięte na klucz, i weszła do środka. Zdjęła buty i rzuciła kurtkę na komodę, po czym szybkim krokiem ruszyła w stronę kuchni.
      Tak jak się spodziewała jej brat był w środku. Czekał cierpliwie, patrząc na drzwi swoimi czarnymi oczami. Nie wydawał się być zmęczony; odkąd dwa lata temu Awakusu-kai rozgromiło Akatsuki, a po Niebieskich Kwadratach i Żółtych Szalikach zaginął ślad, większe walki nie występowały. Naturalnie były potyczki mniejszych gangów, ale nikt nie próbował zaatakować organizacji dowodzonej przez człowieka, który znany był z wyjątkowo krwawych morderstw. Stąd wzięła się jego ksywa-Psyche-którą znało całe podziemie. Był prawie tak popularny jak Bezgłowy Jeździec.
      Obok niego na krześle kuliła się Hotaru, z nogami podkulonymi po klatkę piersiową, potarganymi włosami i wzrokiem wbitym w szklankę, z której unosił się para. Wydawała się być skrępowana obecnością Psyche, choć zwykle nie przejmowała się nikim, o kim nie wiedziała, że może ją zmiażdżyć. Sen zawsze zastanawiała się, jakim cudem istnieją jeszcze ludzie, którzy byli po prostu dobrzy.
     Omori zawsze była ateistką. Pamiętała, jak kiedyś, wiele lat temu, kiedy miała może z siedem lat, spacerowała z Akito po mieście. To był jeden z tych szalonych dni, podczas których uciekali z domu po to, żeby spędzić czas razem. Przechodzili koło kościoła, a Sen przypomniała sobie sąsiadkę, która mówiła z wielkim zaangażowaniem o Bogu, Jezusie i Mszach. Sen zaintrygowało to do tego stopnia, że spytała o Boga brata, podekscytowana nowością, jaką było chrześcijaństwo. Był jej autorytetem, więc konieczna była jego opinia na ten temat. Trzy słowa, którymi udzielił odpowiedzi, na zawsze wyryły się w jej pamięci. Jego ton był wtedy strasznie poważny, a Sen przez chwilę wydawało się, że na jego twarzy maluje się smutek, graniczący z rozpaczą. A przecież jej kochany braciszek nigdy się nie smucił...
       Boga nie ma.
 -Cześć-mruknęła cicho, zwracając na siebie uwagę Hotaru, która drgnęła lekko, zaskoczona. Akito tylko skinął jej głową; był zupełnie inny od demona, za którego uważali go ludzie. Zupełnie inny niż podczas walki.
       Sen podeszła do niego, po czym objęła go, starając się go po prostu nie wyściskać. Nie widziała go ponad pół roku i mimo tego, co zrobił, nadal był dla niej najważniejszy. Nadal czuła się bezpiecznie tylko przy nim.
       Akito nigdy nie odwzajemniał uścisków od nikogo, oprócz niej.
-Co się stało?-spytał cicho. Sen kątem oka spojrzała na Hotaru, która drżącymi rękami odstawiła kubek na stół. Wydawała się być zbyt przerażona, żeby coś powiedzieć. Psyche musiał się przedstawić.
       Mężczyzna najwyraźniej zauważył jej niepewne spojrzenia.
-Mogłabyś wyjść?-mruknął po prostu. Hike dopiero po chwili ogarnęła, że mówił do niej. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała uciec, ale po chwili w jej oczach pojawiła się iskra sprzeciwu.
-Nie-powiedziała stanowczo, na co Sen westchnęła cicho.
-Nie?-Zmarszczył brwi. Wyraźnie chciał coś dopowiedzieć, ale Omori mu przerwała.
-Niech zostanie.-Wysunęła spod stołu taboret, po czym usiadł na nim i oparła podbródek o złączone dłonie. Wzięła głęboki oddech.-Słyszałeś o tym, że Akatsuki powraca i ma zamiar walczyć z Awakusu-kai?
       Przez chwilę milczał, lecz ona czekała cierpliwie. Nawet nie drgnęła, wpatrując się w okno, na przeciwko którego siedziała. Lubiła milczeć razem z nim.
-Tak.-Po tonie jego głosu poznała, że jej brat chce coś jeszcze powiedzieć.-Chcesz wiedzieć, czy zamierzam robić cokolwiek w związku z tym?
      Uśmiechnęła się lekko.
-Jasne.
      Spojrzała na niego, odkręcając głowę i opierając ją o nadgarstek. Patrzyli na siebie, w myślach tocząc bezsłowną walkę. Jak zwykle oboje nie mieli zamiaru odwrócić wzroku. Na twarz Akito wkradł się lekki, cierpki uśmiech.
-Nie dam ci informacji po to, żebyś przekablowała je temu cholernemu informatorowi-oznajmił kpiącym tonem, na co ona lekko się skrzywiła.
-Skąd wiesz, że są dla niego?
-Skąd wiesz, że Akatsuki się odbudowuje?-Zacisnęła zęby, odwracając wzrok. Psyche, patrząc komuś prosto w oczy, potrafił wyczuć, czy kłamie. Nie mogła oznajmić, że Tansho dowiedział się od jakiegoś znajomego, co planowała, mając nadzieję na brak tak bliskiego kontaktu.
     Gorzki śmiech rozlał się po pomieszczeniu.
-Jesteś zdradliwą suką, wiesz?
-Za to ty jesteś bez winy-parsknęła.
-Czy ja cię kiedyś skrzywdziłem?-zironizował, a ona parsknęła śmiechem. Wstała, kierując się w stronę szafek, w poszukiwaniu kawy. Była pewna, że i tak już nie pójdzie spać.
-Pamiętasz ten moment, kiedy zostawiłeś mnie na pastwę mocno wkurwionego Shizuo Heiwajimy?-spytała, przechylając głowę w bok. Nie mogła znaleźć pudełeczka ze swoją ulubioną, rozpuszczalną kawą.-To była ta najmniej niebezpieczna sytuacja. Kawy?
-Pewnie.
       Wyjęła dwie szklanki, po czym wsypała do każdej po dwie łyżeczki kawy i nacisnęła przycisk do pełnego czajnika. Milczeli przez czas gotowania się wody. Sen wlała ją do szklanek, dostrzegając coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi.
-Jesteś ranny?-spytała, przyglądając się zakrwawionemu rękawowi. Akito spojrzał na ubranie zaskoczony, jakby widział je po raz pierwszy. Przez chwilę jego twarz rozjaśnił przerażający uśmiech, z którego był znany w Ikebukuro.
-To nie moja krew.
      Hotaru, o której obecności oboje zapomnieli, wybiegła z pomieszczenia. Po chwili z łazienki dobiegł ich odgłos wymiotowania, na który Sen przewróciła wymownie oczami.
-Wiedziałam, że to się tak skończy-mruknęła, krzywiąc się lekko. Miała nadzieje, że współlokatorka wyczyści toaletę po użytkowaniu.-Nocujesz?
-Nie. Jestem umówiony, zaraz wychodzę. Jeśli chcesz te informacje, radziłbym dać mi jakiś logiczny powód, dla którego miałbym ci je podać.
     W tej samej chwili wpadła na genialny pomysł. Psychiczny, ale genialny.
-Zabiję Madare Uchihe- powiedziała. Z łazienki dobiegło ją zduszone "CO?!". Ona i Psyche milczeli. Po chwili mężczyzna roześmiał się rozbawiony.
-Ten cały Orihara jest warty tego gówna, w które się wpierdolisz?
       Sen nie potrafiła określić swoich relacji z Izayą. Przyjaźnili się od drugiej klasy liceum; wcześniej nie zwracali na siebie uwagi, jednak połączyły ich zajęcia z parkouru. Na początku liczna grupa skurczyła się do ich dwójki, co niewątpliwie zbliżyło ich do siebie. Nie była w nim zakochana, pewnie też dlatego, że oboje nie wierzyli w romantyczną miłość. Sądziła, że byli bardzo dobrymi przyjaciółmi. A dla niej była to jedna z najważniejszych wartości.
-Wiem, co robię.
      Milczał jeszcze chwilę, po czym wstał, wyraźnie szykując się do wyjścia.
-Ty zaczynasz-mruknął, doszukując się w jej zachowaniu choćby grama niepewności. Sen skinęła lekko głową, jak zwykle pewna siebie. Nie bała się śmierci. Jej brat ruszył w stronę drzwi, a ona zmarszczyła brwi.
-A kawa?
-Twojej koleżance się przyda.
      Drzwi zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

CREATED BY
MAYAKO