środa, 1 czerwca 2016

0

Dwa spojrzenia



Zawsze zaczyna się od szczęścia. Nawet jeśli nie, to ono w końcu się pojawia. Myślisz sobie "Jest zajebiście" i się do niego przyzwyczajasz, żyjesz nim, w końcu nie potrafisz wyobrazić sobie życia bez niego.
To część ciebie, jedna z tych nieodłącznych. Jest idealnie, a ty czujesz się bogiem.
Potem zaczynają się problemy. Z kimś się pokłócisz, coś się zjebie, ale mimo wszystko zostaną te rzeczy, które były najważniejsze, a ty będziesz się ich łapał. Zaczniesz trochę świrować, wmawiać sobie "Jest tak jak dawniej", bo przecież trzeba żyć dalej.
Później nadchodzi jedno, wielkie gówno. To, co kiedyś było wszystkim stało się niczym. Nikt cię nie rozumie, a jednym na co możesz liczyć jest "Będzie dobrze, zobaczysz". Tylko, że to tak nie działa. Zanim znów pozbierasz klocki, żeby ułożyć z nich szczęście, ktoś je kopnie, mówiąc "Ups, sorki, to było niechcący" z wrednym uśmieszkiem na ryju.
Więc po co to wszystko? Nie mam pojęcia. Chyba po to istniejemy, żeby się dowiedzieć. Dążymy do ponownego zebrania szczęścia. Ci, którzy gubią swoją dociekliwość i zaciekłość, kończą jako wiszące lalki, krwawe plamy, czy białe topielce. Bo po co im kontynuować tą serię katastrof?
Kiedy zostałam porwana, prawie dołączyłam do grupy Odważnych, którzy po prostu zakończyli swoją egzystencję. Bo tylko Odważni są w stanie to zrobić. Ja nie potrafiłam. To było jak chwycenie gumki i wymazanie ulubionego rysunku, żeby zrobić miejsce dla nowego.
Zastanawiam się, czy odbicie mnie było jednym z klocków. W końcu zaraz po tym umarłam.

Wcale, że nie...
 Jak to nie, pamiętam przecież...
Odbili mnie, ale żywą...
                                 Kłamiesz!
                                Nie!
                       Pomyślmy logicznie... Był tam Kakashi...   
Kim jest Kakashi?
    Ty nie jesteś mną...
 Jak to możliwe?
                                                     Boję się.
Powiedz mi swoje imię.
Hej..
Hej? 
Jesteś tu?
Nie zostawiaj mnie... 
...Samej...      

Drugi

"Jestem najgłębszym cięciem
Jestem najgłębszą raną
Jestem najgłębszym kłamstwem, 
które kiedykolwiek wypowiedziałaś"
                                             -Get Scared, Deppest Cut


Hotaru
-_*_-
     Mieszkanie Omori było dość spore, choć nie skupiałam na tym zbytnio uwagi. Nigdy nie rozumiałam potrzeby urządzania domy, czy chociażby eleganckiego ubierania się. Wystarczyło mi wyglądać schludnie. Bardziej od wystroju zainteresował mnie fakt, że ma siostrę. Drobna szesnastolatka z czarnymi oczami i włosami i masą piegów na bladej twarzy. Była dość... przerażająca. Nie wiedziałam, że ktoś w tym wieku może być taki spokojny i znudzony życiem. Wydawało się, że wszystko jest jej obojętne.
-Jestem Hotaru- przełamałam się i wyciągnęłam rękę uśmiechając się. Na więcej nie mogła liczyć.
-Mitsuki.-Spojrzała tylko z lekkim obrzydzeniem na moją dłoń, po czym odwróciła się i poszła do swojego pokoju. Zatrzymała się tylko w drzwiach, żeby spojrzeć na mnie tymi pustymi oczami.-Nie lubię cię.
      Patrzyłam zszokowana na zamknięte drzwi.
-Kochana, nie?-mruknęła Sen łapiąc mnie za ramię. Mimowolnie się wzdrygnęłam. Brunetka pociągnęła mój łokieć, kierując się w stronę jednych z pokoi.
-Od kiedy masz siostrę?-Uniosłam jedną brew. W gimnazjum i przez pierwszy rok liceum mieszkała w domu dziecka, w którym została osadzona w wieku ośmiu lat z powodu śmierci ojca. Jej starszy brat był zamieszany w takie gówno, że to nawet lepiej, że jej nie przygarnął.
     Omori nie miała na sobie makijażu. Jak dla mnie wyglądała ładniej, bardziej naturalnie, mniej ostro. Tak niewinnie. Zawsze malowała się dla podniesienia autorytetu, którego jej drobna budowa nie zapewniała.
-Od 16 lat. Dowiedziałam się dwa miesiące temu, a miesiąc temu wzięłam ją z domu dziecka. Nie chciałam, żeby skończyła jak ja-mruknęła odwracając wzrok. Nigdy nie lubiła mówić o sobie.
       Spojrzałam na nią zaskoczona. Nigdy nie pomyślałabym, że przygarnie jakąś gówniarę. Była typem imprezowiczki, lubiła się napić, a potem przespać się z upatrzonym wcześniej przystojniakiem. Zabawa w dom do niej nie pasowała, choć cieszyłam się, że postanowiła chociaż po części ustatkować.
-To twój pokój-skinęła na niezamieszkane pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem, szafą i grzejnikiem. Od razu urzekł mnie żyrandol z płynącymi delfinami oraz ściany obklejone plakatami z księżniczkami.-Mieszkałam w nim, kiedy miałam siedem lat.
       Coraz bardziej ciekawiły mnie jej wyznania. Poznałam ją jako piętnastolatka ze złamanym sercem, świeżo wciągnięta w świat imprez, seksu i narkotyków. Nie wiedziałam nic o jej dzieciństwie, znałam tylko szaloną dziewczynę, która zeszła na złą drogę, choć i tak nie uważałam, że to jej wina, tylko jej brata. Nie interesowało mnie wtedy nic, chciałam tylko zapomnieć.
-Dzięki. Za wszystko-mruknęłam uśmiechając się lekko. Odwzajemniła uśmiech, przynajmniej po części.Uświadomiłam sobie, że nigdy nie widziałam jej naprawdę szczęśliwej, chyba, że pijaną lub na haju.
-Dobranoc-drzwi pokoju zatrzasnęły się za nią, a ja zmęczona podróżą opadłam na łóżko i od razu usnęłam, nie przejmując się ubraniami.

*       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
       Siedziałam w kuchni i jadłam płatki razem z przyjaciółką, która czytała jednocześnie gazetę. Byłam niewyspana, moje włosy ledwo trzymały się na głowie związane byle jak gumką i byłam ubrana w wczorajsze ciuchy. Jedynym plusem było to, że małe i przerażające było w szkole, co naturalnie mnie ucieszyło.
-Mam pracę dla ciebie-rzuciła Omori stukając długim, czarnym paznokciem w gazetę. Nie miałam pojęcia, o której wstała, ale wyglądała aż zbyt perfekcyjnie.-Szukają sprzątaczki. Dobrze płacą.
     Jęknęłam cicho. Nie chciałam iść sama do pracy, po prostu się bałam. Sprzątanie... Było w porządku. Jakoś nigdy nie żyłam z tekstem 'Lubię syf. Jak ci przeszkadza to zgaś światło', w przeciwieństwie do Mitsuki. Kiedy zaraz po wstaniu szukałam łazienki niechcący zajrzałam do jej pokoju. Nigdy, nawet w pokoju Naruto, nie widziałam takiego burdelu.
-Nie mogę pracować tam gdzie ty?-spytałam z nadzieją.
-Jako barmanka w klubie nocnym?-Skrzywiłam się wiedząc, że to odpada. Nie znosiłam dotyku innych ludzi. Zwykłe muśnięcie dłoni potrafiło wprowadzić mnie w zdenerwowanie. Czułam się wtedy brudna, miałam ochotę umyć ręce jakieś dwanaście razy, i jeszcze dodatkowo wziąć trzy prysznice. Tylko on miał prawo mnie dotykać.
-Wolę sprzątaczkę-mruknęłam niechętnie, mieszając łyżką w misce. Omori zaśmiała się cicho, po czym wyjęła z torebki paczkę papierosów i zapalniczkę. Po chwili zaciągnęła się, wypuszczając powoli dym.
-Wyrzuć to-mruknęłam. Nie miałam zamiaru wracać do czasów, w których wydawało się oszczędności na szlugi. Zignorowała moją uwagę, co było dla mnie normalne. Nie miałam jakiejś wielkiej siły przebicia, czy specjalnego talentu do przekonywania ludzi.
-Tak jak myślałam. Masz tu adres.-Wskazała ogłoszenie, które wcześniej przykuło jej uwagę.- Ja wychodzę.
-Gdzie?
-Do Naruto- oznajmiła zakładając szpilki. Nie miałam pojęcia jakim cudem w nich chodziła, choć w torebce jakimś cudem upchała długie buty, w których jeździła na motorze.
-A nie do jego współlokatora?-zapytałam uśmiechając się lekko. Założyłam trampki. Praca mogła poczekać.-Idę z tobą.
      Zbyt daleko nie miałyśmy. Okazało się, że Uzumakiemu udało się wynająć mieszkanie piętro nad Sen. Poznali się w sierocińcu i to właśnie przez niego ją poznałam. Byli dla siebie jak rodzeństwo, czego zawsze im zazdrościłam.
      Omori bez pukania wkroczyła do środka, a ja niepewnie ruszyłam za nią. Mieszkanie miało tak samo ułożone pokoje, jedynie umeblowanie było inne. Ściany były niebieskie, miejscami pomarańczowe. Meble, w większości wykonane z jasnego drewna, były poustawiane byle jak. Żadnych ozdób, pomijając rozwalone wszędzie ubrania. Blondyn siedział w kuchni rozmawiając z tym chłopakiem z wczoraj. A raczej prowadził monolog, bo jedyne na czym szatyn się skupiał to kubek kawy w jego dłoni. Po chwili jednak Uzumaki zwrócili na nas uwagę.
-Hotaru!-wrzasnął niebieskooki, po czym rzucił się na mnie prawie zwalając mnie z nóg. Zdążyłam stęsknić się za jego bezpośredniością. Był wyjątkiem, jako jedyny mi nie przeszkadzał. Sasuke wygiął rękę pod nienaturalnym kątem, żeby nie wylać kawy, po tym, jak Naruto go odepchnął.
-Cześć-szepnęłam przytulając się do tego kretyna.-Co słychać?
      To było niewłaściwe pytanie. Naruto zaczął opowiadać o wydarzeniach sprzed trzech latach, a Sasuke i Sen spojrzeli na mnie morderczym wzrokiem. Zapomniałam już, jak bardzo rozgadany potrafi być mój przyjaciel.
-To świetnie Naruto, ale może opowiesz jej kiedy indziej. Kto wczoraj wygrał?-spytała Omori zmieniając temat. Dzięki Sen byłam świadoma, że Uzumaki organizuje czasami nielegalne wyścigi, ale wciąż mnie to przerażało. To nie był mój świat. A Naruto... Był taki niewinny, z tymi śmiejącymi się oczami i charakterem dziesięciolatka. On też tam nie pasował, tak jak ja, jednak z czasem wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do jego odmienności.
-Kuzyn Sasuke, Madara- syknął niezadowolony. Zacisnął palce na swojej koszulce namiętnie maltretując ją wzrokiem.-Staranował Neji'ego.
      Omori zacisnęła lekko zęby, a Sasuke pociągnął łyka kawy. Czułam się wykluczona z rozmowy. Nie miałam pojęcia, po co im to było. Takie życie było niebezpieczne i ani trochę mnie nie pociągało. W każdej chwili ktoś mógł przystawić im spluwę do głowy. Nie jarało mnie to. Już nie.
-Wiesz, ja chyba pójdę sprawdzić tą pracę-mruknęłam i podniosłam się z wściekle czerwonej pufy. Rzadko można było podziwiać tak fatalny gust, jeśli chodzi  kolorystykę.
-Możliwe, że wrócę późno-wtrąciła czarnowłosa.-Zajmij się młodą.
 *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
      Z otwartymi ustami wpatrywałam się w ogromną willę. Trzy razy sprawdziłam, czy to właściwy adres, zanim odważyłam się zadzwonić do drzwi. Byłam pewna, że chodzi o jakichś chłopaków, jak Naruto, którym nie chce się sprzątać w wynajętym, malutkim mieszkanku. Wzięłam głęboki oddech, spodziewając się jakiegoś bogatego faceta po czterdziestce. Ewentualnie babki ze sztucznymi cyckami i kilogramem tapety na twarzy. O dziwo, drzwi otworzył mi blondyn, czy też blondynka, w luźnej bluzie. To chyba jednak był chłopak, na co wskazywał kompletny brak cycków. Aczkolwiek miał cholernie długie włosy, śliczne, turkusowe oczy i kobiece rysy twarzy. Byłam prawie zazdrosna.
-O co chodzi, un?-spytał mnie męskim głosem. Czyli na pewno facet. Dobrze wiedzieć.
-J-ja w sprawie pracy-z jakiegoś powodu mnie onieśmielał. Było w nim coś... dziwnego. I nie chodziło o to, że był męską wersją Roszpunki.
-Sasori!-wrzasnął nagle, a ja aż podskoczyłam. Po chwili obok niego pojawił się czerwonowłosy chłopak. Miał na sobie za duży, brązowy sweter, podkreślający kolor jego oczu i starte dżinsy. Rzucił blondynowi pytające spojrzenie.-Ona chce pracę -Sasori przez chwile patrzył na mnie zdziwiony, po czym spytał cichym, spokojnym głosem:
-Jako sprzątaczka, tak?-skinęłam nieśmiało głową. Był słodziutki, aż za bardzo. Uwielbiałam takich facetów. Blondyn prychnął, a ja posłałam mu ściągnięte od Omori mordercze spojrzenie.-Jestem Sasori Akasuna, a ten przygłup to Deidara. Niedługo się wyprowadza, więc nie zwracaj na niego uwagi.
-Hotaru Hike. Kiedy zaczynam?-spytałam patrząc na czerwonowłosego, który próbował uciszyć blondyna. Deidara wyraźnie był niezadowolony z nazwania go przygłupem.
-Teraz.
      Skinęłam ponownie głową porządkując w głowie informacje. Po chwili drzwi zostały zamknięte, a ja wkroczyłam do tego pięknego domu.
 -_*_-
Deidara
-_*_-

     Nie miałem pojęcia, co myśleć o tej dziewczynie. Chyba miała okres. Najpierw pyta grzecznie o prace, potem się słodko uśmiecha, a potem patrzy na mnie jakbym co najmniej zabił jej ukochanego pieska. Kobiety zawsze były dziwne, ale ona to już przesada. Czarna magia.
     Godzinę po jej przyjściu zgłodniałem, więc poszedłem do kuchni zrobić sobie kanapki. Była tam. Chyba nazywała się Hotaru. Albo Harotu. Albo Hetaru. Nie wnikałem. Wycierała blaty, a ja, o dziwo, prawie zacząłem jej współczuć. Już zdążyłem dowiedzieć się jaki ten dom jest ogromny. Raz nawet się zgubiłem i gdyby nie to, że Sasori nie miał ochoty słuchać moich przekleństw, spędziłbym noc na korytarzu.
      Ignorując jej wkurzone spojrzenie wyjąłem chleb i zacząłem go kroić zasypując szafkę okruszkami. Ona ze zmarszczonym nosem ponownie to wytarła. Nie widziałem w tym żadnego sensu, zwłaszcza, że chwilę później ujebałem blat majonezem. Hike spojrzała na mnie oburzona, a ja z cichym westchnięciem zabrałem jej z ręki szmatkę. Musnąłem ręką jej skórę, a ona cofnęła dłoń. Była przerażona. Co ja, trędowaty?
-O co ci chodzi, un?-spytałem wycierając, nie, rozmazując majonez. Zmarszczyłem brwi, po czym wrzuciłem ścierkę do zlewu. Trafiłem w ścianę, po której się zsunęła, wpadając prosto do celu. Rzut za trzy punkty. Wygrywamy.
-O... o nic-szepnęła. Wyglądała już w miarę normalnie, choć rękę trzymała przy sobie. Moje przypuszczenia o jej popierdoleniu rosły w siłę. Albo to, albo uznała mnie za transwestytę pedofila, który czai się na nią w schowku na miotły. Wolałem pierwszą opcję.
      Westchnąłem biorąc kanapkę i ruszyłem do mojego pokoju. Po wielu błaganiach Akasuna pozwolił mi mieszkać naprzeciwko kuchni, więc miałem blisko do jedzenia. To był jeden z najładniejszych pokoi. W centrum stało eleganckie, mięciutkie, łóżko z baldachimem. Obok niego mała komódka z elegancką lampą z abażurem w kwiaty. Dalej bordowa szafa, teraz pełna moich ubrań, które notabene wyglądały, jakby ktoś pomylił mieszkania.
       Rzuciłem się na łóżko, które było całe umazane w glinie, podobnie jak reszta pokoju. Miałem szczęście, że właściciel tu nie zaglądał. Choć, właściwie, jego pokój był pełen tego pieprzonego drewna. Kiedyś je wysadzę, już mu to obiecałem. Ewentualnie podpalę.
     Zamknąłem oczy wyobrażając sobie wybuchające miasto. Tak, to byłoby piękne. Kiedyś podzieliłem się z tym marzeniem z Sasorim. Uznał, że piękny byłby moment, w którym stanąłbym na szubienicy i ktoś umieściłby to na obrazie. Stwierdził też, że powiesiłby go sobie nad łóżkiem i patrzył na niego przed snem. I on uważał, że to ja nyłem pojebany.
     Zmarszczyłem brwi spoglądając na kartkę leżącą na poduszce. Dziś wieczorem, nie wiem po chuj, ale mniejsza o to, miało się spotkać całe dawne Akatsuki. Wracały stare czasu, kiedy w dziesiątkę sialiśmy postrach na dzielni. Niektórzy, jak ja i Sasori, zrezygnowaliśmy z takiego życia. To było dobre na krótką chwilę, potem przysparzało tylko kłopotów.
     Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie.
-Spieprzaj stąd-syknąłem do brunetki. Sasori mógł przechodzić, a gdyby zobaczył te wszystkie drogie meble brudne... Ło cie panie, wylądowałbym co najmniej na ulicy. Marzenia Akasuny o szubienicy też trafiały do tych lepszych opcji.
-Co tu się stało?-Patrzyła zszokowana na leżące dookoła ciuchy, również upieprzone. Będzie sporo prania... No, ale moja sztuka była tego warta. Zerwałem się z łóżka i zatrzasnąłem drzwi.
-Tworzyłem sztukę-burknąłem, a ta, zaintrygowana podeszła do szafki i wzięła za łapę pająka z gliny, którego zapomniałem schować w paczce z przeprosinami dla gościa, który mnie wywalił. Niechcący oderwała kończynę, ale złapała tors. Czy ją kurwa popierdoliło?!-Rzuć to!-wrzasnąłem, a ona przerażona odrzuciła rzeźbę, która wybuchła zostawiając czarną smugę na ścianie. Syknąłem z wściekłości. Byłem martwy.
-Co coś takiego tu robi?! To niebezpieczne-zapiszczała, a ja przewróciłem oczami. Zachowywała się jak pięciolatka.
-To sztuka, un-wyjaśniłem jej, jak dziecku w przedszkolu. Jakby to nie było oczywiste.
-Sztuka to obrazy... Posążki...-nie mówcie, że jest tak samo pojebana jak ten rudy oszołom. Boże, co ludzie widzą w farbie wylanej na papier?
-Sztuka to wybuch!-Spojrzała na mnie jak na kretyna, jednak po chwili się zamyśliła. Patrzyła przez chwile na sufit, on o dziwo był czysty. Zapamiętałem, że trzeba to zmienić.
-Całkiem ciekawa definicja-oznajmiła. Podeszła do drzwi wyciągając ścierkę z wiadra.-Pogadamy o tym. Ale najpierw pozwól, że trochę tu posprzątam.
  *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
       Szybkim ruchem otworzyłem drzwi do pokoju współlokatora. Kichnąłem, kiedy kurz dostał się do mojego nosa. Najwyraźniej odesłał Hike bez sprzątania u niego. To był słaby pomysł; u mnie udało jej się nawet jako tako zmyć spaleniznę ze ściany. Przynajmniej nie rzucała się aż tak w oczy.
        Pokój Akasuny był praktycznie pusty. Łóżko i porozwalane wszędzie kawałki drewna obsypane wiórami. W każdym miejscu walały się lalki, lub części ich ciał; były dość przerażające z tymi żyłkami wystającymi z kończyn. Nic więcej. Garderobę miał w oddzielnym pomieszczeniu, nie wiadomo po co, ale okey.
       Sasori podniósł wzrok tylko na chwilę, po czym znów zaczął ryć w drewnie. Już kończył. Gdyby potem to wysadzić... To byłoby piękne.
-Idziesz?-machnąłem mu przed nosem ręcznie napisaną kartką. Nie przeczytał, wiedział o co mi chodzi. Charakter pisma wskazywał na Konan. Nigdy jej nie lubiłem. Fioletowa idiotka trwająca w tym wszystkim tylko dla tego dupka z kilogramem złomu w twarzy.
-A mam wyjście?
      Miał rację. Gdybyśmy się nie pojawili ten rudy "Liderek" udupiłby nas przy najbliższej okazji. I to przy pomocy paska od dżinsów Hidana, co mimo wszystko wcale nie było zabawne, przynajmniej z mojej perspektywy.
-Zawsze jest wyjście, un-mruknąłem dumny z siebie. W końcu niecodziennie udaje mi się wymyślić taką genialną złotą myśl. Sasori opadł w tył na łóżko, uprzednio delikatnie odkładając kukiełkę na podłogę. Pojeb. Rozumiem delikatnie odkładać coś, co może wybuchnąć, ale kawał kłody?! Pojebany pojeb.
-Boisz się?-spytał cicho. Kretyn. Oczywiście, że się bałem. To nie było wyjście na herbatkę do krwiożerczych staruszek. Oni naprawdę mogli zrobić nam krzywdę. Ich nie obchodziło to, że się przyjaźnimy, czy też przyjaźniliśmy. Dla nich ważne jest to, ze się sprzeciwiliśmy.
-Nie-wysyczałem przez zęby. Nie było sensu dzielić się swoimi słabościami. Ktoś mógłby to później wykorzystać. Tego się nauczyłem i tego zamierzałem się trzymać.
-Spróbuj o tym nie myśleć.
       Jak ja kurwa nienawidziłem, kiedy ludzie to mówili. Miałem ochotę wsadzić mu trochę wybuchowej gliny gliny do spodni i spytać 'Boli? Spróbuj o tym nie myśleć'.
-Nieważne.
     Wstałem i wyszedłem trzaskając drzwiami. Bo czego ja tak właściwie oczekiwałem? Wsparcia. Na pewno nie od niego. Byłem gorszym idiotą, niż mi się wydawało.
-_*_-

-Dlaczego Neji jest akurat u twojego brata w domu?-spytała Sen, przekrzykując wiatr. Jechała motorem razem z młodszym Uchihą. Naruto takowego nie posiadał, więc Omori jechała z Sasuke, wtulona w jego ciepły tors.
-Nie mam pojęcia. Itachi sam to zaproponował, nie obchodzi mnie powód-odpowiedział krótko. On nie musiał wrzeszczeć. Jego usta znajdowały się centralnie przy jej uchu. Jej ciało przeszyły przyjemne dreszcze.
      To, że Hyuuga wylądował u kogoś z uczestników było jasne. W końcu nie zanieśliby go do szpitala. To byłoby nawet zabawne. 'Nasz przyjaciel został staranowany przez jakiegoś dupka podczas nielegalnych wyścigów. Czy jest na sali lekarz?'.
     I nawet domyślała się dlaczego ten Itachi go wziął. Klan Hyuuga był dość wpływowy, pomimo tego, że nie wiedział o wyścigach, a Neji zostanie potem dłużnikiem starszego Uchihy.
     Spojrzała z troską na jadący przed nią motor. Uzumaki może i organizował wyścigi, ale nie był maestro w jeździe. Potrafił wcisnąć gaz zamiast hamulca. Nie darowałaby mu, gdyby zniszczył jedyny prezent, jaki dostała od brata.
     Po kilkunastu minutach dojechali, a Sen z niechęcią odsunęła się od umięśnionego ciała mężczyzny. Wkroczyli do dużego, eleganckiego domu, pełnego wachlarzy wymalowanych dosłownie wszędzie. Cóż za skromność. Uchiha byli starym klanem, który najwyraźniej lubił się z tym obnosić.
-Sasuke?
      Sen odwróciła się na pięcie, stając twarzą w twarz z... bogiem. Zastanawiała się, jakim cudem nie znała wcześniej kogoś takiego jak Itachi Uchiha. Był starszą wersją Sasuke, taką z długimi włosami i sporo bardziej seksowną. Gęste rzęsy otaczały zimne, czujne oczy. Na jego twarzy widniał jednodniowy zarost, który tylko dodawał mu męskości. Miał na sobie tylko jeansy, a jego klata była cholernie umięśniona. Omori oblizała nagle suche usta.
-Przyszliśmy zobaczyć jak z Nejim -oznajmił pytany obojętnie. Patrzył na brata bez żadnych wyraźnych uczuć, co dla Sen było normalne. Wiele razy rzucała takie spojrzenie Akito, w odpowiedzi dostając jeszcze większą dawkę kpiny i cynizmu. Mimo wszystko, kochała swojego starszego braciszka.
         Itachi zaprowadził ich do jednego z licznych pokoi, w którym leżał opatrzony już Hyuuga. Był nieprzytomny, dość mocno przywalił głową w kierownicę, o czym świadczył przesiąknięty krwią bandaż, otaczający jego głowę.
-Nie obudził się?-zwróciła się do Itachiego, siedzącego spokojnie na fotelu. Miał taką cholernie pociągającą, chłodną twarz. Sen od zawsze lubiła niegrzecznych chłopców. Może był to wpływ brata, który już w wieku trzynastu lat był bardziej męski, niż większość facetów w Tokio, może po prostu przyzwyczaiła się do widoku umięśnionych klat, których ostatnimi czasy w jej życiu zabrakło.
-Obudził.-Poraziła ją długość tej wypowiedzi. To chyba było u nich rodzinne. Mimo wszystko widziała chłodne zainteresowanie malujące się w jego oczach.
      Przymknęła powieki, odganiając myśli związane z Sasuke, które musiały wpaść do jej głowy. Z niewiadomego powodu kręcił ją bardziej, niż jego całkowicie idealny brat. Nie była dziwką, nie dawała dupy byle komu i nie żebrała o kasę, ale lubiła przespać się od czasu do czasu z jakimś ciachem. Unikała zobowiązań; nie były jej one do niczego potrzebne. Sama potrafiła zadbać o własne szczęście. Była wolna i to było dla niej najważniejsze, choć ostatnio ograniczyła to jej siostra.
      Mitsuki budziła w niej mieszane uczucia. Szesnaście lat w bidulu nie wywarło na niej pozytywnego wpływu; była zamknięta w sobie i mówiła to, co myślała, choć tą ostatnią cechę dzieliły razem. Nie wykazywała też żadnej potrzeby okazywania uczuć; jej zachowanie mówiło 'mam wyjebane'. Omori nawet to pasowało. Nigdy nie widziała się w roli matki.
      Ułożyła się wygodniej na fotelu. Uznała, że oni sobie pogadają, ona się prześpi, a potem ją obudzą. Była zmęczona; przyzwyczajona do nocnych godzin pracy nie mogła usnąć.
  *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *       *
     Obudziła się otoczona ciepłem. Dopiero po otworzeniu oczu zobaczyła, że została okryta kocem. To był dom Uchihów, przynajmniej tak wywnioskowała po ogromnym wachlarzu zawieszonym na ścianie. Wstała i ruszyła w stronę dobiegających z kuchni hałasów. Chłopaki siedzieli, każdy z piwem w ręce, i dyskutowali.
-Jedziemy-mruknęła celowo ziewając i przeciągając się.
-Spałaś cały dzień- Naruto spojrzał na nią zdziwiony. Chyba nie zrozumiał aluzji.
-Tylko pięć godzin-mruknęła patrząc na zegar, naturalnie z symbolem klanu.-Jedziemy?-powtórzyła, wbijając w Uzumakiego natarczywe spojrzenie.
      Chciała być już w domu. Nudziło jej się, a nie miała zamiaru siedzieć i słuchać, będąc wyłączona z rozmowy. Dodatkowo, uznała, że zaprosi Tansho, dopóki miała ochotę z nim rozmawiać. Wysłała do niego krótkiego SMS'a i zablokowała telefon, nie oczekując odpowiedzi.
-Chętnie-burknął Sasuke. Taki był jego charakter. Gburowaty i nieliczący się z uczuciami innych. Choć Itachi nie wyglądał na urażonego. Wręcz przeciwnie; jego wargi uniosły się lekko do góry. Zastanawiała się, czy tak wyglądało każde ich spotkanie.
-Świetnie, jestem umówiony na pierwszą.-Szczerość też była u nich chyba rodzinna. Westchnęła cicho, po czym wyszła na dwór, odruchowo chowając dłonie w rękawach. To był wyjątkowo zimny październik. Na dodatek bolały ją plecy i była głodna. Wsiadła na czarny motor Uchihy. Był bardziej błyszczący od jej, choć jej był niedawno kupiony. Poprzedni nie wyrobił na zakręcie.
       Po chwili chłopcy dołączyli do niej; o dziwo nawet Uzumaki milczał. Kolorowe ciuchy Naruto oraz jego jasne włosy i oczy kontrastowały z czarnym... wszystkim Sasuke, pomijając skórę, która była niemal biała. Uchiha wyglądał jak rasowy emo.
       Wsiedli na motory, a Sen znów poczuła przyjemne ciepło ciała Sasuke. Ruszyli. Wtuliła się w klatę Uchihy przymykając oczy, jednak pilnując się, żeby nie usnąć. Nie chciała spaść.
-Ładnie pachniesz-wymruczała jakiś czas później, przez co poczuła się jak w liceum. Tamto życie wydawało jej się odległe, pełne szaleństw i niebezpieczeństw.
     Chociaż, teraz, kiedy Akatsuki miało walczyć z Awakusu wszystko mogło się powtórzyć. Sen była prawie pewna, że jej brat stanie po stronie Akatsuki. Zielony gang Madary, Ishi, na pewno wspomoże Awakusu; Uchiha nie wsparłby Itachiego, a Akito nie będzie walczył u boku Madary. To było logiczne, choć przez Itachiego i Sasuke decyzja Kimury stawała pod znakiem zapytania
-Podrywasz mnie?-spytał, lekko muskając ustami jej ucho. Jego ton stał się głębszy, co było nowością. Zwykle brzmiał pusto.
-A jak myślisz?
      Motor zatrzymał się, a ona szybkim ruchem wydostała się spomiędzy ramion Uchihy i ruszyła w stronę bloku. Chciała jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu, a Sasuke zawsze mogła odwiedzić. Znając Tansho mógł pojawić się w pięć minut, jeśli by chciał.
       Przeskakując co dwa schodki szybko dotarła do mieszkania. Otworzyła drzwi, zamknięte na klucz, i weszła do środka. Zdjęła buty i rzuciła kurtkę na komodę, po czym szybkim krokiem ruszyła w stronę kuchni.
      Tak jak się spodziewała jej brat był w środku. Czekał cierpliwie, patrząc na drzwi swoimi czarnymi oczami. Nie wydawał się być zmęczony; odkąd dwa lata temu Awakusu-kai rozgromiło Akatsuki, a po Niebieskich Kwadratach i Żółtych Szalikach zaginął ślad, większe walki nie występowały. Naturalnie były potyczki mniejszych gangów, ale nikt nie próbował zaatakować organizacji dowodzonej przez człowieka, który znany był z wyjątkowo krwawych morderstw. Stąd wzięła się jego ksywa-Psyche-którą znało całe podziemie. Był prawie tak popularny jak Bezgłowy Jeździec.
      Obok niego na krześle kuliła się Hotaru, z nogami podkulonymi po klatkę piersiową, potarganymi włosami i wzrokiem wbitym w szklankę, z której unosił się para. Wydawała się być skrępowana obecnością Psyche, choć zwykle nie przejmowała się nikim, o kim nie wiedziała, że może ją zmiażdżyć. Sen zawsze zastanawiała się, jakim cudem istnieją jeszcze ludzie, którzy byli po prostu dobrzy.
     Omori zawsze była ateistką. Pamiętała, jak kiedyś, wiele lat temu, kiedy miała może z siedem lat, spacerowała z Akito po mieście. To był jeden z tych szalonych dni, podczas których uciekali z domu po to, żeby spędzić czas razem. Przechodzili koło kościoła, a Sen przypomniała sobie sąsiadkę, która mówiła z wielkim zaangażowaniem o Bogu, Jezusie i Mszach. Sen zaintrygowało to do tego stopnia, że spytała o Boga brata, podekscytowana nowością, jaką było chrześcijaństwo. Był jej autorytetem, więc konieczna była jego opinia na ten temat. Trzy słowa, którymi udzielił odpowiedzi, na zawsze wyryły się w jej pamięci. Jego ton był wtedy strasznie poważny, a Sen przez chwilę wydawało się, że na jego twarzy maluje się smutek, graniczący z rozpaczą. A przecież jej kochany braciszek nigdy się nie smucił...
       Boga nie ma.
 -Cześć-mruknęła cicho, zwracając na siebie uwagę Hotaru, która drgnęła lekko, zaskoczona. Akito tylko skinął jej głową; był zupełnie inny od demona, za którego uważali go ludzie. Zupełnie inny niż podczas walki.
       Sen podeszła do niego, po czym objęła go, starając się go po prostu nie wyściskać. Nie widziała go ponad pół roku i mimo tego, co zrobił, nadal był dla niej najważniejszy. Nadal czuła się bezpiecznie tylko przy nim.
       Akito nigdy nie odwzajemniał uścisków od nikogo, oprócz niej.
-Co się stało?-spytał cicho. Sen kątem oka spojrzała na Hotaru, która drżącymi rękami odstawiła kubek na stół. Wydawała się być zbyt przerażona, żeby coś powiedzieć. Psyche musiał się przedstawić.
       Mężczyzna najwyraźniej zauważył jej niepewne spojrzenia.
-Mogłabyś wyjść?-mruknął po prostu. Hike dopiero po chwili ogarnęła, że mówił do niej. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała uciec, ale po chwili w jej oczach pojawiła się iskra sprzeciwu.
-Nie-powiedziała stanowczo, na co Sen westchnęła cicho.
-Nie?-Zmarszczył brwi. Wyraźnie chciał coś dopowiedzieć, ale Omori mu przerwała.
-Niech zostanie.-Wysunęła spod stołu taboret, po czym usiadł na nim i oparła podbródek o złączone dłonie. Wzięła głęboki oddech.-Słyszałeś o tym, że Akatsuki powraca i ma zamiar walczyć z Awakusu-kai?
       Przez chwilę milczał, lecz ona czekała cierpliwie. Nawet nie drgnęła, wpatrując się w okno, na przeciwko którego siedziała. Lubiła milczeć razem z nim.
-Tak.-Po tonie jego głosu poznała, że jej brat chce coś jeszcze powiedzieć.-Chcesz wiedzieć, czy zamierzam robić cokolwiek w związku z tym?
      Uśmiechnęła się lekko.
-Jasne.
      Spojrzała na niego, odkręcając głowę i opierając ją o nadgarstek. Patrzyli na siebie, w myślach tocząc bezsłowną walkę. Jak zwykle oboje nie mieli zamiaru odwrócić wzroku. Na twarz Akito wkradł się lekki, cierpki uśmiech.
-Nie dam ci informacji po to, żebyś przekablowała je temu cholernemu informatorowi-oznajmił kpiącym tonem, na co ona lekko się skrzywiła.
-Skąd wiesz, że są dla niego?
-Skąd wiesz, że Akatsuki się odbudowuje?-Zacisnęła zęby, odwracając wzrok. Psyche, patrząc komuś prosto w oczy, potrafił wyczuć, czy kłamie. Nie mogła oznajmić, że Tansho dowiedział się od jakiegoś znajomego, co planowała, mając nadzieję na brak tak bliskiego kontaktu.
     Gorzki śmiech rozlał się po pomieszczeniu.
-Jesteś zdradliwą suką, wiesz?
-Za to ty jesteś bez winy-parsknęła.
-Czy ja cię kiedyś skrzywdziłem?-zironizował, a ona parsknęła śmiechem. Wstała, kierując się w stronę szafek, w poszukiwaniu kawy. Była pewna, że i tak już nie pójdzie spać.
-Pamiętasz ten moment, kiedy zostawiłeś mnie na pastwę mocno wkurwionego Shizuo Heiwajimy?-spytała, przechylając głowę w bok. Nie mogła znaleźć pudełeczka ze swoją ulubioną, rozpuszczalną kawą.-To była ta najmniej niebezpieczna sytuacja. Kawy?
-Pewnie.
       Wyjęła dwie szklanki, po czym wsypała do każdej po dwie łyżeczki kawy i nacisnęła przycisk do pełnego czajnika. Milczeli przez czas gotowania się wody. Sen wlała ją do szklanek, dostrzegając coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi.
-Jesteś ranny?-spytała, przyglądając się zakrwawionemu rękawowi. Akito spojrzał na ubranie zaskoczony, jakby widział je po raz pierwszy. Przez chwilę jego twarz rozjaśnił przerażający uśmiech, z którego był znany w Ikebukuro.
-To nie moja krew.
      Hotaru, o której obecności oboje zapomnieli, wybiegła z pomieszczenia. Po chwili z łazienki dobiegł ich odgłos wymiotowania, na który Sen przewróciła wymownie oczami.
-Wiedziałam, że to się tak skończy-mruknęła, krzywiąc się lekko. Miała nadzieje, że współlokatorka wyczyści toaletę po użytkowaniu.-Nocujesz?
-Nie. Jestem umówiony, zaraz wychodzę. Jeśli chcesz te informacje, radziłbym dać mi jakiś logiczny powód, dla którego miałbym ci je podać.
     W tej samej chwili wpadła na genialny pomysł. Psychiczny, ale genialny.
-Zabiję Madare Uchihe- powiedziała. Z łazienki dobiegło ją zduszone "CO?!". Ona i Psyche milczeli. Po chwili mężczyzna roześmiał się rozbawiony.
-Ten cały Orihara jest warty tego gówna, w które się wpierdolisz?
       Sen nie potrafiła określić swoich relacji z Izayą. Przyjaźnili się od drugiej klasy liceum; wcześniej nie zwracali na siebie uwagi, jednak połączyły ich zajęcia z parkouru. Na początku liczna grupa skurczyła się do ich dwójki, co niewątpliwie zbliżyło ich do siebie. Nie była w nim zakochana, pewnie też dlatego, że oboje nie wierzyli w romantyczną miłość. Sądziła, że byli bardzo dobrymi przyjaciółmi. A dla niej była to jedna z najważniejszych wartości.
-Wiem, co robię.
      Milczał jeszcze chwilę, po czym wstał, wyraźnie szykując się do wyjścia.
-Ty zaczynasz-mruknął, doszukując się w jej zachowaniu choćby grama niepewności. Sen skinęła lekko głową, jak zwykle pewna siebie. Nie bała się śmierci. Jej brat ruszył w stronę drzwi, a ona zmarszczyła brwi.
-A kawa?
-Twojej koleżance się przyda.
      Drzwi zatrzasnęły się z głuchym trzaskiem.

Pierwszy

Arahja


"Zwiąż mnie teraz
Bo jestem tak zły, najgorszy jaki może być
Porażko, odnajdź mnie
Powieś mnie teraz
Za kark, bo jestem losem gorszym od śmierci"
                                                             -Get Scared, Sasrcasm 


      Po raz ostatni zaciągnęła się papierosem, po czym rzuciła go na ziemię i przydeptała butem. Noc była wyjątkowo spokojna. Z balkonu, na którym stała widać było samochody przemierzające Tokio mimo późnej godziny. Nawet, gdyby się zatrzymały nie potrafiłaby ich policzyć, a była to jedna z najrzadziej uczęszczanych ulic miasta. W Tokio nie było może slumsów, ale w tej okolicy ilość morderstw, kradzieży, gwałtów, czy nielegalnych wyścigów była podejrzanie wysoka, a milczenie policji podejrzanie tanie.
     Odgarnęła swoje czarne włosy z twarzy, po czym ruszyła w stronę tylnego wyjścia, prowadzącego do klubu. Kiedy je otworzyła, w miarę spokojny taras zalała głośna muzyka. Powoli zeszła po schodach niewielkiej klatki schodowej. Powoli zbliżał się koniec jej zmiany. Gdy popchnęła kolejne drzwi napotkała opór. Jakiś chłopak odsunął się zaskoczony. Miał rozpięty rozporek, a przed nim klęczała jakaś naćpana nastolatka. Nie była zaskoczona; takie sytuacje zdarzały się niemal codziennie. Wskazała na wejścia do prywatnych pokoi, znajdujące się na podwyższeniu, tuż za stolikami, przy barze. Nic nie mówiła; przez hałas na parkiecie nie dało się porozumieć. Blondyn uśmiechnął się szeroko ze zrozumieniem i kiwnął głową, po czym objął towarzyszkę w pasie, niedyskretnie łapiąc ja za pośladek, i ruszył w tamtą stronę przez środek klubu.
      Idąc ich przykładem skierowała się w tamtą stronę, idąc jednak przy ścianie, by uniknąć przeciskania się przez tłum. Nie miała ochoty zostać obmacana, choć uniknięcie dotyku w takim miejscu było wręcz niemożliwe.
      Po chwili dotarła do dwóch schodków, wychodząc z przymglonego dymem parkietu. Było jej cholernie gorąco. Lawirując między stolikami zbliżała się do baru, jednak zwolniła, dostrzegając postać rozmawiającą z jej przyjacielem. Obecność Izayi Orihary nigdy nie zwiastowała nic dobrego.
      Mężczyzna dostrzegł ją i uśmiechnął się. Niby promiennie, ale w tym, jak mrużył oczy i patrzył z dziwnym zaintrygowaniem, było coś przerażającego. Wiele ludzi przestraszyło się samego tego uśmiechu. Kto by się dziwił? To był uśmiech szaleńca.
      Brunet pomachał jej radośnie, przez co Naoki też zwrócił na nią uwagę. Nie śpiesząc się podeszła do nich, po czym oparła się jedną ręką o blat i przeskoczyła nad nim. Rozległy się brawa, choć nie pierwszy raz to zrobiła. Po prostu nie lubiła przechodzić na około.
-Kopę lat, Omori-powiedział wesoło Orihara, przeciągając samogłoski. Siedział bokiem i bujał się na krześle, ale jego oczy czujnie obserwowały otoczenie. Wiedziała, że potrafił wywęszyć każdą podejrzaną osobę, chociażby po samym ułożeniu ciała, czy mimice twarzy.
-Co tu robisz?-Oparła się o ladę uważnie wpatrując się w informatora. Zwykle nie pojawiał się w Arahji, nie osobiście.
-Nie uwierzysz, jeśli powiem, że się stęskniłem?-Skupił na niej swój wzrok. Potrafił sprawić, że człowiek czuł się skołowany tylko tym. Naoki skrzyżował ręce na ramionach, nie odzywał się. On i Orihara nigdy się nie lubili.
-Przejdź do rzeczy-skwitowała, co chwilę zerkając na drzwi znajdujące się obok. Tylko na nich wisiała tabliczka z napisem "Zakaz wstępu". Z lekkim przerażeniem zauważyła, że się otwierają.
-W ogóle nie jesteś zabawna.-Izaya zrobił smutną minkę, po czym roześmiał się. Posłała mu wkurzone spojrzenie. Normalnie nie przeszkadzało jej zachowanie Orihary, a nawet ją intrygowało, ale nie w tym miejscu. Gdyby Pain dowiedział się, że nie dość, że nie wyrzuciła informatora z klubu, to jeszcze z nim rozmawiała, miałaby, krótko mówiąc, przejebane.
-Streszczaj się.-Hidan wyszedł w końcu, ale zatrzymał się tyłem do nich i z kimś dyskutował. Izaya uśmiechnął się na widok jej zdenerwowania. Zwykle nic nie było w stanie jej wkurzyć, bała się naprawdę małej ilości rzeczy. Pamiętał to jeszcze z Rairy. Cholernie go to intrygowało.
-Widzę, że...-zaczął brunet, ale Naoki mu przerwał, uderzając w blat pięścią. Był widocznie zirytowany.
-Po prostu gadaj-warknął, a Izaya uśmiechnął się.
-Jakie to urocze.-Zmrużył oczy, po czym po części spoważniał, co zauważyła tylko dzięki temu, że znała go od początku szkoły średniej.-Słyszałem, że Akatsuki powraca.
      Spojrzała na niego zaskoczona. Posłał jej jedynie tajemniczy uśmieszek.
-Co masz na myśli?-spytał Naoki, równie zdezorientowany, co ona. Izaya westchnął.
-Powraca, odradza się, zbiera się, odbudowuje się... Wystarczy ci?-Posłał blondynowi kpiący uśmieszek, po czym przekręcił się całkowicie w ich stronę i usiadł po turecku, ignorując fakt, że istniało wysokie prawdopodobieństwo, że spadnie z wysokiego, barowego stołka.
-Nic nam o tym nie wiadomo-mruknęła. Hidan posłał jej niezbyt miły uśmieszek, po czym ponownie zniknął za drzwiami. Zaklęła pod nosem, a Orihara się roześmiał.
-Zwykle aż tak nie świrujesz na punkcie bezpieczeństwa. Co jest? Przygarnęłaś kotka?
       Nawet nie miał pojęcia, jak był blisko.
-Chciałeś coś jeszcze-syknął Tansho.-Musimy wracać do pracy.
-Nie bądź taki nerwowy, Nao-chan. Nikt cię tu nie trzyma. Mam jeszcze jedną sprawę.-Gdyby go nie znała, powiedziałaby, że spoważniał, ale była pewna, że w środku go to bawi.
       Naoki wrócił do pracy, lekko zdenerwowany. Ryan szepnął mu coś na ucho. Oboje patrzyli w stronę nory Paina z niepokojem.
-Streszczaj się.
-Słyszałem, że...-W tym momencie ciężka dłoń spoczęła na jego ramieniu. Stał za nim białowłosy mięśniak z masą kolczyków i tatuażów. Jego widok wręcz przywodził na myśl kata, zwłaszcza, że zawsze praktycznie zawsze nosił ze sobą wielką kosę. Uważała tą broń za nic nie wartą, dopóki nie zobaczyła Hidana zabijającego masę osób paroma szybkimi ruchami.
-Obawiam się, że musisz stąd wypierdalać, Orihara- powiedział, robiąc współczującą minę.
-A jeśli odmówię?-spytał Izaya, prowokująco unosząc brwi. Hidan nic sobie z tego nie zrobił. Informator wyglądał przy nim na naprawdę drobnego.
-Wolałbym, żebyś tego nie robił.
      Patrzyli na siebie dobrą chwilę, oboje z kpiącymi wyrazami twarzy. Przyglądała się im zaintrygowana i lekko przestraszona. To było dla niej nowe uczucie. Zwykle nie miała o co się bać.
-Było miło.-Izaya wstał, zarzucając kaptur swojej kurtki z futerkiem na głowę. Odwrócił się jeszcze na chwilę, żeby uśmiechnąć się do niej szeroko.-Musimy się niedługo spotkać, żeby dokończyć naszą rozmowę.
-Możecie to zrobić teraz-wtrącił Hidan. Odwrócił się w jej stronę. Był rozbawiony.-Lider powiedział, że masz się tu nie pokazywać co najmniej do końca tygodnia, maleńka.
      Całe napięcie opadło. Skoro Pain uznał, że wystarczy mu to, że nie będzie jej widzieć, mogła się uspokoić. Żadnych inwazji na dom. Uśmiechnęła się lekko i skinęła mu głową, po czym ponownie przeskoczyła przez blat. Zignorowała niespokojne spojrzenia Tansho i dołączyła do Orihary, który uśmiechał się radośnie. Razem ruszyli przez klub, nie rozmawiając. W sumie muzyka i tak im to uniemożliwiała. Kiedy wyszli z Arahji owiało ich chłodne powietrze.
-Wygląda na to, że jesteś skazana na mnie na ten wieczór-usłyszała głos Izayi za sobą.
-Jest koło trzeciej-mruknęła odwracając się w jego stronę.-Wracam do domu. Motorem.
      "Bez ciebie" zawisło niewypowiedziane w powietrzu. Mimo to żadne z nich nie czuło się skrępowane. On jak zwykle się uśmiechał, a ona wyciągnęła paczkę szlugów i zapalniczkę.
-Nie rób ze mnie idioty, Sen. Nie wsiadłabyś w takim stroju na motor.
       Oparła się o ścianę jakiegoś bloku, powoli zaciągając się szlugiem. Co jakiś czas ktoś przemierzał ulicę, czujnie się rozglądając, ale z tej strony klubu panował spokój. Wiatr szumiał w liściach drzew, a z oddali dobiegały ich odgłosy nigdy nie śpiącego miasta. Uśmiechnęła się lekko rozbawiona i strzepnęła popiół z papierosa. Jak zwykle ją przejrzał.
-Masz rację-mruknęła, po raz pierwszy patrząc dokładnie na niego.
-Nie zmieniłaś się od cudownych czasów Rairy- powiedział, ale zmarszczył brwi i pokręcił głową, jakby sobie zaprzeczał.-Chociaż nie. Teraz nie kpiłaś Painowi w twarz. Dlaczego?
      Badawczo uniósł jedną brew, wbijając w nią swoje spojrzenie. Wiedziała, że wiele ludzi się pod nim ugięło i nigdy nie zamierzała być jednym z nich. Gdyby nie chciała, nic by nie mówiła.
-Mam siostrę-oznajmiła, badawczo przypatrując się jego reakcji. Odziedziczyła po nim ten nawyk. Z początku wydawał się być lekko zaskoczony, jednak błyskawicznie ukrył zdziwienie pod jedną z miliona masek.
-Uroczo-powiedział, stając obok niej. Intensywnie wpatrywał się w blok naprzeciwko. Jakiś facet wyjrzał przez okno i spojrzał zdziwiony na Orihare, który mu pomachał. Okno zatrzasnęło się, a Izaya zaczął się śmiać. Uspokojenie się zajęło mu dobrą chwilę.-Jaka jest?
      To wymagało chwili zastanowienia. Nigdy nie była dobra w mówieniu.
-Specyficzna-mruknęła, żeby nie powiedzieć "dziwna".-Zmieszanie zachowania brata Shizuo z moim charakterem.
     Izaya pokiwał głową. Wiedziała, że słuchał. Orihara lubił wiedzieć. Interesowało go wszystko, od informacji mogących zniszczyć komuś życie, aż po ulubiony kolor jakiejś staruszki. Dodatkowo miał fotogeniczną pamięć; potrafił zapamiętać tekst czytając go zaledwie raz, może dwa. Był prawdziwą kopalnią wiedzy i nie dziwiła się, że wykorzystywał to do zarabiania pieniędzy. Nigdy nie zauważyła, żeby miał z tego powodu wyrzuty sumienia.
     Przez chwilę nie odzywali się, rozkoszując ciszą i zastanawiając się, jak zacząć. A w każdym razie ona. Izaya nigdy nie miał problemów typu "A co jeśli się przez to obrazi?!", czy "Co ja mam teraz powiedzieć..."
-Informacje o Akatsuki- pochyliła się do przodu, by za chwilę znów opaść na ścianę.-szukasz ich dla siebie, czy klienta?
-Awakusu-kai ich potrzebuje. Podobno Pain ma zamiar zniszczyć Awakusu, głównie dla terenów.
        Milczeli przez chwilę.
-Nie po to przyszedłeś do mnie. Jestem pewna, że masz masę informacji na ten temat.
      Po raz kolejny tego wieczoru zaśmiał się. Uwielbiał to, że ona też potrafiła przewidywać czyjeś ruchy. Zwykle ludzie byli tylko interesujący, zwłaszcza w swojej ignorancji, ale raz na jakiś czas zdarzał się ktoś, kogo Izaya chciał zobaczyć w każdej sytuacji.
-Słyszałem, że Psyche zamierza się wmieszać.
       Widział, że się spięła. Nawet nie starała się tego ukryć. Zawsze zastanawiał się, jak można być tak naturalnym. Przecież każdy się ukrywa. Nie było człowieka, który wiódłby szczere, prawdziwe życie. To wszystko była gra, pusta gra, w której liczyłeś się ty i nikt więcej.
-Nie obchodzi mnie to. Wiesz, przecież. Ale...-spojrzała na niego niepewnie, lekko przygryzając wargę. Czasami wydawała się być taka niewinna.-Postaram się czegoś dowiedzieć. Wisisz mi przysługę-dodała, ostrzegawczo wskazując na niego palcem.
       Uśmiechnął się lekko, odpychając rękami od ściany. Otrzepał kurtkę, po czym spojrzał na nią badawczo.
-Odprowadzić cię?
-_*_-
Hotaru
-_*_-

     Tłok.
     I hałas.
     Po wylądowaniu praktycznie pocałowałam ziemię. Zawsze lubiłam wysokość, kolejki górskie i dobrą zabawę. Zapomniałam już jak przerażająco nudny potrafi być lot samolotem.
     Lotnisko było strasznie zatłoczone, wszędzie krzątali się ludzie z bagażami. Piski dzieci, siarczyste przekleństwa i zwykłe rozmowy mieszały się tworząc irytujący hałas. Zazdrościłam blondynce nieopodal, która spokojnie żuła gumę ze słuchawkami w uszach.
-Hotaru!-usłyszałam. Nie był to krzyk, tylko głośno wypowiedziany wyraz, nieodbierający właścicielce nonszalancji. Omori kroczyła w moją stronę lekko machając ręką na przywitanie. Miała na sobie skórzaną kurtkę, czarne ubrania i długie, również skórzane wojskowe buty. Pod pachą trzymała kask, co wcale mi się nie spodobało, patrząc na moją walizkę. Może nie była zbyt duża, gdyż uznałam, że kupię większość rzeczy na miejscu, no, ale jednak...
     Senkuro definitywnie wydoroślała. Jej rysy się wyostrzyły, wyglądała bardziej pociągająco i tajemniczo niż za pamiętnych czasów liceum. Wtedy była cholernie urocza, o ile się nie pomalowała i nie założyła swojej ulubionej, ogromnej bluzy. Zawsze zakładała męskie lub za duże ciuchy, więc zobaczenie jej w kobiecym stroju było dla mnie w pewnym sensie szokiem.
     Wtuliła się w moją pierś, a ja z lekkim wahaniem odwzajemniłam uścisk. Nie znosiłam kontaktu z innymi ludźmi, przerażało mnie nawet podanie komuś ręki. Oczywiście pomijając przyjaciół i rodzinę, choć i z nimi miałam czasem problemy, co sprawiało, że jakaś ciotka czy babcia uważała mnie za niewychowaną dziewuchę. Zauważyłam, że w przeciwieństwie do mnie dziewczyna praktycznie nie urosła. Było to tylko pół głowy, ale to też coś patrząc na to, że kiedyś byłyśmy praktycznie takie same.
-Coś ty zrobiła z włosami?-zapytałam łapiąc pukiel między palce. Były krótkie, jak na nią; sięgały mniej więcej do łokcia. I najważniejsze; zero różu. Całe liceum przechodziła z uderzającym w oczy neonoworóżowym kolorem włosów.
-Ścięłam-odpowiedziała po prostu. Unisła lekko kąciki idealnie wykrojonych warg, które były pomalowane krwistoczerwoną szminką. Nie lubiłam takiego zachowania, ale zazdrościłam jej wyglądu.
-Gdzie jest Naruto?-spytałam rozglądając się. Nigdzie nie dostrzegałam tej blond czupryny i radosnego uśmiechu.
-Nie miał dzisiaj czasu. I przeprasza-odpowiedziała nagle uśmiechając się przebiegle.-Ale przysłał eskortę, w postaci swojego nowego współlokatora, żebym nie zabiła się z tobą i bagażem. Bardzo seksowną eskortę-mruknęła spoglądając na chłopaka opierającego się o drzwi. Ostre kości policzkowe, hebanowe włosy i czarny strój kontrastujący z praktycznie białą cerą. Wydawał się być szczupły i umięśniony. Wyglądał jak model, który uciekł z wybiegu.
-Kto to?
-Uchiha Sasuke- powiedziała, a ja spojrzałam na nią zaskoczona.
-Brat Madary?-Ledwo pamiętałam Madare Uchihe. Wiedziałam, że miał długie włosy, był wysoki i cholernie niebezpieczny. Poza tym on i brat Sen się nie znosili.
-Siostrzeniec. Wystawił go, tak jak poprzednio jego brat. Teraz stoją po tej samej stronie.
-Stronie?-spytałam, marszcząc brwi. Omori wzięła część bagaży i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
-Wiesz, kiedy wyjechałaś w Tokio utworzyły się gangsterskie organizacje. Mieszkańcy nazywają je "kolorowymi gangami". Madara założył taki "gang", nazwał go Ishi. Gdy brat Sasuke dorósł odszedł od wuja i dołączył do Akatsuki. Wtedy był to jeden z najmniejszych i najsilniejszych gangów. Teraz Sasuke w pewnym sensie jest po ich stronie, tak jak ja, czy Naruto.
-Nie przyjmują nowych członków?
-Nie.-Nagle jej ton zmienił się na stanowczy i wiedziałam, że należy skończyć. Mimo wszystko wiedziałam, że Sen jest niebezpieczna. To była wina jej brata, który wciągnął ją w to wszystko. Zawsze powtarzała, że sama chce ćpać, pić, niszczyć się, ale przecież nikt tak naprawdę tego nie chciał. Nienawidziłam go, choć nigdy go nie poznałam.
     Podeszłyśmy do bruneta, który obrzucił nas chłodnym spojrzeniem. Bez słowa odwrócił się i ruszył w stronę dwóch motorów, które stały na parkingu znajdującym się koło lotniska. Szłyśmy za nim i choć liczyłam na to, że Sen jeszcze się odezwie, tak się nie stało.
-_*_-
Deidara
-_*_-

      Wchodziłem po schodach przeklinając tych pierdolonych "artystów". Jak można nie docenić mojej sztuki?! I co mnie kurwa obchodzi, że wysadziłem jakąś wystawę w pierdolonym muzeum?! To przecież była sztuka!
      Nacisnąłem klamkę. Zaskoczony zauważyłem, że jest otwarte. Powoli wszedłem do środka odrzucając na bok torbę z gliną. Okazało się, że mam gościa. Był to właściciel mieszkania, które wynajmowałem. Obleśny stary typ, który na pierwszym spotkaniu wyglądał, jakby chciał mnie zgwałcić. Potem odkrywczo dowiedział się, że jestem facetem. Strzeżcie się małe dziewczynki.
-Pieniądze-powiedział bez zbędnych ceregieli wyciągając w moim kierunku tłustą łapę. Dopóki go nie poznałem, nie miałem pojęcia, że da się mieć gąszcz na rękach.
-Mi też miło cię widzieć-odburknąłem, nie do końca zgodnie z prawdą. Poza tym, był problem. Nie miałem ich. Wzięli całą nagrodę za dwumetrowego smoka z gliny na odnowienie sali muzealnej. Chuje.
-Bez takich, Deidara. Płacisz, albo wypad.
-Jesteś strasznie bezpośredni, un-mruknąłem wiedząc co mnie czeka. 
-Masz hajs!?-ryknął wywalając z ust lawinę śliny.
-OPLUŁEŚ MNIE TY STARY NIEDOROBIONY ZBOCZEŃCU!
     Tak właśnie wylądowałem na ulicy z torbą gliny i praktycznie bez pieniędzy. Zajrzałem do kieszeni. Guma i parę drobniaków. Starczy na tramwaj. Musiałem uciec się do najgorszego. 
      Kupiłem bilet i wsiadłem do 107. Wziąłem gumę do ust i zająłem ostatnie wolne miejsce w tej części pojazdu. Siedziałem obok drobnej gotki z fioletowymi włosami. Nie minęła chwila, kiedy do pojazdu wsiadła starsza pani, która natarczywie się we mnie wpatrywała. Nie miałem zamiaru spełnić jej żądań; ten fotel był wyjątkowo wygodny. W końcu się przełamała i z lekkim grymasem na twarzy zwróciła się do mnie:
-Czy mógłbyś ustąpić mi miejsca, młody człowieku? 
-A czy pani w moim wieku ustępowała starszym?-uśmiechnąłem się najmilej jak mogłem, po utracie domu i wypłaty. Staruszka zaczęła gorliwie kiwać głową, a ja nie byłem pewien, czy za jej młodości w ogóle istniały tramwaje.-I dlatego teraz bolą panią nogi. I po co to było, un?-odpowiedziałem z jeszcze szerszym uśmiechem. Miałem idealny humor do dokuczania ludziom. Zwłaszcza tym upierdliwym.
      Kobieta oburzona przeszła do następnego przedziału i zaczęła prowadzić konwersacje z jakimś blondynem. Gotka zachichotała zakrywając dłonią pomalowane na czarno usta.
-Szacun- parsknęła ukazując białe zęby.-Jestem Eve. 
-Deidara- odpowiedziałem  wyczuwając nową dość interesującą znajomość. Zawsze lubiłem gotów i wszystkich ludzi, którzy potrafili się wyróżnić.
-Zajmujesz się kulturalnym odstraszaniem wkurzających staruszek?-spytała przyglądając się mi. Od razu zapunktowała nie uznając mnie za dziewczynę.
-Jestem artystą, un!-odpowiedziałem z dumą, a ona ponownie się uśmiechnęła. Zwykle dziewczyny uznawały, że jestem uroczy, co niekoniecznie mi się podobało.
-Malujesz?-rzuciłem jej spojrzenie pełne litości. Phi, malowanie było dla słabych.
-Rzeźbię w glinie-a potem to wybucham, chciałem dopowiedzieć, ale uznałem, że rzeźbienie jest wystarczającą informacją. 
-Och... Interesuję się sztuką-skłamała. Widziałem to w jej przebiegłych, zielonych oczach. Uznałem, że lepiej nie kontynuować tematu. 
-To naturalny fiolet?- zapytałem. Te włosy nie chciały dać mi spokoju. W sumie niektórzy, tak jak Sasori, zostali źle zrobieni i urodzili się na czerwono, a jedna dziewczyna twierdziła kiedyś, że to naturalny róż, ale wolałem się upewnić.
-Nie... Technicznie rzecz biorąc są rude, ale cii... Nikt o tym nie wie.-Uśmiechnęła się lekko, na co od razu odpowiedziałem. Miała słodki, lekko smutny uśmiech.
-Zaraz wysiadam-rzuciłem sprawdzając, czy aby na pewno. Miałem ochotę kontynuować rozmowę, ale od jednego dupka zależało to, czy nie będę nocował pod mostem. Nagle Eve podała mi fioletową karteczkę pachnącą jakimś kwiatem. Wstałem i wysiadłem, od razu sprawdzając zawartość. Numer telefonu zapisany wąskim pismem pełnym zawijasów. Obejrzałem się za siebie, ale tramwaj już odjechał. To były obrzeża miasta, na których mieściła się willa tego pierdolonego lalkarza bez grama wyobraźni. Bo jak można uważać, ze sztuka jest wieczna?
     Wszedłem na teren posiadłości szybko docierając do drzwi. Sasori nie miał zwierząt, oprócz kotów wałęsających się samowolnie po domu. Ja sam nie przepadałem za tymi małymi sierściuchami. Potrafiły być prawdziwymi skurwielami.
     Zadzwoniłem, po czym cierpliwie poczekałem, aż przyjaciel otworzy mi drzwi. Nie miałem pojęcia jak dorobił się tego miana z jego brakiem gustu, jednak był dla mnie przyjacielem.
-Tak?-jego rude włosy były rozczochrane, a oczy zaspane. Był w szlafroku. Nie ma to jak spać w dzień, co nie? Kto bogatemu zabroni.
-Bo widzisz... Zostałem wywalony z domu i...-zatrzasnął mi drzwi przed nosem.
    Przyjaciel?! Nigdy więcej tego nie powiem, un!
CREATED BY
MAYAKO